Pierwsze filmowe wspomnienie

Pytanie o pierwsze spotkanie z kinem postanowiłam skierować do któregoś ze starszych członków rodziny. Szybko okazało się, że uzyskanie szczegółowych informacji nie jest proste. Dziadkowie przypominali sobie jedynie mgliste okoliczności seansu, natomiast sam tytuł, treść oraz odczucia towarzyszące percepcji obrazu były nie do odtworzenia. Szukając dalej mojego rozmówcy, z prośbą o udzielenie krótkiego wywiadu zwróciłam się do męża siostry mojej babci – Krzysztofa, którego wspomnienia zawierały więcej interesujących i wartych zarejestrowania detali. Przyjeżdżam więc do krewnych na kawę, aby przy włączonym dyktafonie porozmawiać o filmie i okolicznościach jego pokazu.

Najwcześniejszy seans filmowy jaki zapamiętał Krzysztof, odbył się w jego rodzinnym mieście – Ostrowie Wielkopolskim, w nieistniejącym już dzisiaj kinie Słońce (obok Romy, jednym z dwóch ówcześnie funkcjonujących). Bilety można było kupić zarówno w kasie – po długim oczekiwaniu w kolejce lub u tzw. koników handlujących wejściówkami w drugim obiegu (i sprzedających je za wielokrotność oryginalnej ceny). Wejście na film kosztowało jeden złoty i trzydzieści pięć groszy, wydatek dość spory – Krzysztof dostawał od rodziców, w zamian za wykonanie drobnych prac gospodarskich, dwa złote kieszonkowego tygodniowo.

Był rok 1960, mój krewny miał dwanaście lat. Do kina poszedł z kolegą ze szkolnej ławki, a wybrany przez nich tytuł to Szatan z siódmej klasy Marii Kaniewskiej, adaptacja książki Kornela Makuszyńskiego. „To był quasi-kryminał z elementami komedii. Adaś w czasie wakacji pojechał na wieś, gdzie znajdował się pałac. W nim ukryte były srebra rodowe i inne drogocenne przedmioty” – przypomina sobie Krzysztof. Uzupełniając nieco opis fabuły – wspomniane kosztowności to skarb napoleoński, poszukiwany jednocześnie przez grupę złodziei i głównego bohatera, który dowodzi amatorskim śledztwem.

Przed seansem mój rozmówca przeczytał pierwowzór literacki filmu i bardzo spodobało mu się przeniesienie akcji do współczesności (historia powieści toczy się w okresie międzywojennym). „To dobrze nam [grupie chłopców ze szkoły] się kojarzyło, żyliśmy z Adasiem w tym samym czasie, wyobrażaliśmy sobie, że jego przygody są nasze”. Jednak to nie tytułowego Szatana wspomina w pierwszej kolejności mój rozmówca, ale aktorkę wcielającą się w rolę Wandy – Polę Raksę. Dziewiętnastoletnia wówczas studentka polonistyki była obiektem fascynacji nastolatków. „Pola Raksa robiła wrażenie, taka szczupła, blondynka. Wielu z nas trochę się w niej podkochiwało, trudno mówić w wieku dwunastu lat o jakichś uniesieniach, ale podobała się”. Inna, przywołana postać to Mieczysław Czechowicz w roli złodzieja, próbującego wykraść skarb. „Wprowadzał walor humorystyczny, zabawowy. Nieporadność Czechowicza wywoływała efekt komiczny, były takie momenty, że cała sala kinowa się śmiała”.

Jednym z aspektów filmowej inscenizacji, na który bohater tego krótkiego wywiadu zwrócił uwagę, jest muzyka (niediegetyczna) – autorstwa Witolda Krzemieńskiego. „W tym czasie już interesowałem się muzyką, pewnie dlatego ją zapamiętałem, chyba nie była niezwykła. Dzisiaj powiedziałbym, że prezentowała wszystkie cechy muzyki filmowej, dość szablonowo. Jakie wywoływała emocje? Nie pamiętam. Może delikatne elementy grozy, taki krótki sygnalik, że zaraz coś się wydarzy”.

Krzysztof powoli kończy swoją opowieść. Twierdzi, że nie jest w stanie dodać nic więcej – pokłady pamięci zostały wyczerpane. Mnie jednak interesuje wspomnienie identyfikacji z głównym bohaterem, zadaję więc kolejne pytania, w nadziei na nagły przebłysk refleksji. „Postać Adasia była charyzmatyczna. Imponowało nam, że taki młody chłopak potrafił odnaleźć się wśród tych handlarzy i bandytów. Był sprytny, odważny, no i starszy [ma siedemnaście lat]. Chcieliśmy być jak on”.

Na zakończenie rozmowy, poruszam jeszcze jedną, bardzo ogólną kwestię wrażeń płynących z odbioru Szatana z siódmej klasy. Mój krewny podczas projekcji nie nudził się ani przez moment, film „wciągał” go od początku do końca. Żywe zainteresowanie fabułą nie wynikało jednak (a przynajmniej nie tylko) z jej wyważonej konstrukcji, ale samej niezwykłości, niecodzienności doświadczenia kinowego. „W tym czasie dostać się do kina to było coś, przecież nie po to tam szliśmy, żeby się wyspać. Takie wyjście było czymś odświętnym, żeby wejść na seans trzeba było przecież długo naczekać się w kolejce”. Cierpliwych czekała nagroda – przeżycie czystej przygody obcowania z kinem (jak powiedziałby Hitchcock). Bezinteresowność tego fenomenu wydaje się doskonale rozumiana przez dwunastoletnich odbiorców (może właśnie dlatego, że niepoddana zbędnej analizie). „Dlaczego Szatan… nam się podobał? Po prostu każdy chciał przeżyć taką historię podczas kolejnych wakacji”.

Jaśmina Przypis

Możliwość komentowania jest wyłączona.