Peter, Paul & Mary


JACEK LIERSCH PRZYPOMINA
Dwóch mężczyzn o
urodzie raczej nienachalnej i piękna kobieta.
Trio Peter, Paul & Mary. Dokładniej rzecz ujmując Peter Yarrow, Paul
Stookey i Mary Allin Travers.
Amerykańskie trio, które tworzyło
ciepłe i sympatyczne kompozycje utrzymane w konwencji muzyki folk.
Początki ich kariery to rok 1961. Rok później ukazuje się ich
debiutancki album pod mało odkrywczym tytułem „Peter, Paul & Mary”. Ląduje
on na pierwszym miejscu Billboard Magazine Top, zajmując pozycję numer jeden
przez siedem tygodni.
Jak na debiutantów wynik iście
znakomity. „Lemon Tree”, „500 Miles”, „If I Had a Hammer” i „Where Have All the
Flowers Gone?”
(dwa
ostatnie z repertuaru Boba Seeger’a), to znaki rozpoznawcze tego krążka.
Trio poszło za ciosem i kilka miesięcy później wydało kolejny
album zatytułowany „Movin”. To na nim znajdziemy chyba najbardziej
rozpoznawalny i charakterystyczny dla tego tria utwór „Puff (The Magic Dragon)”.
Przesympatyczna piosenka do śpiewania przez wszystkich. Jeszcze rok później, w
1963 roku wydali album „In the Wind” z dwoma kompozycjami Boba Dylana. I
właśnie jego kompozycja „Blowin’ in the Wind” w wykonaniu P, P & M dotarła
do najwyższych lokat Billboard Hot 100. Inna kompozycja Dylana z tej płyty, „Don’t
Think Twice, It’s All Right” również dotarła na czoło list przebojów.
Kolejne lata to następne płyty długogrające, może nie aż z
tak charakterystycznymi utworami, ale jednak zauważanymi na listach przebojów.
Nie docierały one już do szczytów klasyfikacji, ale krążyły gdzieś tam na
odleglejszych lokatach. Aż wreszcie nadszedł rok 1969. To właśnie wtedy
pojawiła się piosenka „Leaving on a Jet Plane” z repertuaru Johna Denvera. Jej
wykonanie tria Peter, Paul & Mary dało tej piosence nowego ducha. Ducha tak
wielkiego, który wprowadził tę pieśń na pierwsze lokaty list popularności. I
tak naprawdę była to też wielka „kropka” zamykająca karierę tego amerykańskiego
tria.
Zamilkli na dobrych kilka lat dając sporadyczne
okolicznościowe koncerty. Wydane płyty w roku 1978, 1983, 1986, 1992 czy 1995
były raczej nieudanymi próbami powrotu. Krążki te praktycznie przeszły
niezauważone, jeśli już to docierały do drugiej setki zestawień najbardziej
popularnych albumów a ich obecność zauważyli tylko najbardziej rozkochani w ich
twórczości. Co by jednak nie powiedzieć mieli w swym dorobku wiele znakomitych,
pięknych i melodyjnych piosenek.
Ale ta rozczula zawsze i wszędzie. Zresztą ten klip to
potwierdza. Dobra muzyka łączy pokolenia. I niech tak już pozostanie na zawsze.
Spójrzcie zresztą na twarze słuchaczy… Czyż nie o to w tym wszystkim chodzi?
 
Jacek Liersch

Możliwość komentowania jest wyłączona.