Sztuka aranżacji w muzyce rozrywkowej

Aranżacja to
może najciekawszy, ale i najtrudniejszy etap w procesie powstawania piosenki, a
mówiąc ogólniej utworu muzycznego. Wtedy to jej – albo i jego – zarys, pierwsza
linia melodyczna,  początkowa harmonia, pierwotne
akordy i inne składniki wyjściowe zamieniają się w gotową całość. Co to znaczy w zespole 
„Scent of Music Blues”?

Jak pisze Zbigniew Ciechan, autor pierwszego w Polsce podręcznika aranżacji muzyki
rozrywkowej pt. „Aranżacja” (wydanej przez Centralny Ośrodek Metodyki Upowszechniania
Kultury w Warszawie w roku 1970, do którego 
wielokrotnie jeszcze będziemy się tu odwoływać). A więc, jak pisze pan
Zbigniew, aranżacja  jest to: po pierwsze wszystkie te
aranżacyjne  informacje zawarte we
wstępie do tego artykułu, ale także przystosowanie
utworu do konkretnych warunków wykonania i tendencji panujących akurat w muzyce
. Z kolei konkretne warunki
wykonania to np. dostępny aparat wykonawczy, czyli instrumenty w zespole grające,
oczekiwania i upodobania odbiorców muzyki, czyli słuchaczy. Żyjemy teraz w
czasach, kiedy rzadko kompozytor jest również aranżerem, jak to było w dawnych
wiekach i w muzyce klasycznej (o klasyce wspomnimy jeszcze w dalszej części
artykułu). Dodać tu należy, iż owe „konkretne warunki wykonania”, mogą być
wręcz przeciwieństwem „tendencji panujących aktualnie w muzyce”. Bowiem aranżowanie
za każdym razem dotyczy utworów już istniejących, znanych i wykonywanych
wcześniej w zupełnie innych aranżacjach, albo tych utworów, które są całkowicie
nowe, o których można powiedzieć, że są z powiewem pewnej takiej świeżości,
gdzie punktem wyjścia do całej naszej aranżacji jest tylko zapis linii melodycznej i
najprostszej harmonii. W obu przypadkach aranżer
nadaje utworowi zupełnie nowy – i co za tym idzie – oryginalny wyraz. Może też
nadać mu całkiem inny kształt formalny i brzmieniowy, przez co kompletnie
zmienia się charakter utworu – stąd te warunki, które mogą być też
przeciwieństwem. Mówimy tu o sytuacji, kiedy np. z utworu o charakterze
etnicznym (ludowym), a nawet archaicznym może powstać – bardzo lubiana i popularna
– ballada rockowa (często robiły tak chociażby „Nirvana” i „Metallica”). Zatem
tak naprawdę, aranżacja jest głównym elementem pozawykonawczym utworu muzycznego.
Zresztą powszechnie wiadome jest, że bardzo wiele w muzyce rozrywkowej zależy właśnie
od niej. Jak pisze Zbigniew Ciechan: to ona (aranżacja – przyp. red.) może zadecydować o powodzeniu nawet słabego
utworu (…), z drugiej zaś strony, nieudane opracowanie powoduje
niejednokrotnie klęskę dobrego dzieła.

Jednak
dlaczego aranżacja jest tak ważna?
Musimy sobie zdać tu sprawę –
choć zapewne jesteśmy tego świadomi – że znakomita większość populacji nie jest
związana z muzyką profesjonalnie, ale za to słucha jej codziennie. Dlatego ludzie
raczej nie analizują jej i przypuszczalnie nie są w ogóle w stanie odróżnić
kompozycji od aranżacji, instrumentacji od harmonii, a co za tym idzie nie
potrafią docenić ani nawet ocenić wartości poszczególnych elementów dzieła
muzycznego. Bardzo chętnie słuchają jednak muzyki i tańczą do niej, przy czym najczęściej
odbierają ją bardzo emocjonalnie. Niejednokrotnie nucą też znane sobie piosenki,
a przynajmniej te, które im się podobają i zapadają w pamięć. Zresztą innych
piosenek zwykle się nie nuci. Podsumowując – mało kto zwraca uwagę na
kompozycję i  tak to już jest, że nie
zawsze jest ona doceniona przez każdego słuchacza. Zresztą, tak naprawdę
doceniana być nie musi. Nierzadko ludziom podoba się coś, co jest mierną
kompozycją, ale za to bardzo oryginalnie i nietypowo brzmi, ma przedziwną
budowę formalną, albo niekonwencjonalny rytm. To właśnie takie elementy
aranżacji dają kompozycji nowe życie albo w ogóle pozwalają jej pożyć choć
trochę.
A dlaczego nie klasyka?
W muzyce klasycznej nie
stosuje się aranżacji, ponieważ jest ona integralnym elementem całej
kompozycji. Twórca utworu klasycznego określa w swoim zapisie nutowym od razu
wszystkie elementy utworu – i charakter, i tempo, i poszczególne rodzaje
instrumentów grających w danym utworze. Wykonawca jedynie ma możliwość
wykazania się w jego interpretacji (to stąd za każdym razem w Konkursie
Chopinowskim mamy takie szaleństwo interpretacyjne). W muzyce rozrywkowej natomiast
i gatunkach pokrewnych (również w piosence poetyckiej – będzie nam to potrzebne
za chwilę) istnieje wyraźny rozdział między kompozytorem, czyli pomysłodawcą
linii melodycznej, podstawowej harmonii czy też formy utworu i aranżerem, który
jest tu twórcą szeroko rozumianego końcowego kształtu i charakteru dzieła
(odwołajmy się tutaj do Tomka Yomay’a Kapitańczyka, który tworzy linie
melodyczne do swoich piosenek, ale twierdzi, że kompozytorem nie jest i także
do jego zespołu „SZA!”, którego członkowie – wykształceni muzycznie – myślą coś
wręcz przeciwnego).
Jednak reguła jest taka, że kompozytorzy
naszych czasów są zwykle także aranżerami swoich utworów i dlatego muszą też
martwić się o skuteczność tych aranżacji. Jest naprawdę wiele elementów dobrego
aranżowania, a wśród nich na pierwsze miejsce wybija się to, co nie zależy wcale
od nas. Zbigniew Ciechan pisze:
Nauka aranżacji obejmuje szeroki wachlarz zagadnień, wchodzących w
skład wielu szczegółowych dyscyplin muzycznych. Mówiąc najogólniej, na sztukę
aranżowania – oprócz uzdolnień, które są poza zasięgiem nauczania – składają
się umiejętności kompozytorskie, instrumentatorskie i znajomość praktyki
wykonawczo – realizatorskiej. (…) Nauka aranżacji, to nauka jej techniki.
(…) Nie zapominajmy jednak, że poziom opracowania twórczego, zależy przede
wszystkim od miary talentu, a dopiero potem od umiejętności technicznych.

Zespół „Scent of Music Blues” i praktyczne aranżowanie
utworu
Albo inaczej
wizyta na próbie zespołu i ich aranżowanie utworu. Piszemy ‘ich’, bo Mareczek –
Marek Kajdrys, który gra tam na perkusji i opracowuje wszystkie aranżacje
(wywiad z nim dostępny jest tutaj) – nie lubi, żeby mówić o nim, że jest aranżerem
ani tym bardziej, że ma talent, o którym wspominał w swoim podręczniku Zbigniew
Ciechan. Bądźmy więc taktowni  i o
talencie nie piszmy. Niech Mareczek ma, niech się cieszy.
Rzeczywistość jednak jest
nieubłagana i wygląda tak, że aranżacja w „Scent of Music Blues” to przede
wszystkim Mareczek, choć głos w dyskusji zabrać może każdy z członków zespołu.
Dodać tu jeszcze należy, że przearanżowaniem określa się zmianę charakteru i stylu
muzycznego danego utworu. Bowiem to właśnie za każdym prawie razem dokonuje się
w „Scent of Music Blues” – linie melodyczne, czyli kompozycje na próby przynosi
Darek Rogers, twórca, leader i wokalista zespołu. Są one albo świeże albo mają
już kilka lat. Dostają się potem „w łapy” Mareczka i otrzymują – była już o tym
mowa – nowe życie. Jak wygląda dokładnie taka próba? Otóż, wszystko zaczyna się
od Darka, który prezentuje swoją linię melodyczną. Mareczek siada wtedy z boku,
najczęściej przy organach elektrycznych (wspomina przy tym wielokrotnie o
potrzebie zakupu Organów Hammonda do szkoły – próby z reguły odbywają się w
jego ‘School Of Drumline by Marek
Kajdrys’),
drapie się po swojej krótkiej bródce i myśli. Czasami zagra
coś na klawiszach – wszyscy uczniowie szkół muzycznych na pianinie grać
potrafią – jednak do perkusji nie siada. Dla reszty muzyków to straszne,
cierpią bardzo, bo brakuje im rytmu – z perkusją po prostu każdemu  lepiej się gra. Jednak w czasie próby
aranżacyjnej, która trwać może 3 i pół godz., Mareczek siada do perkusji może
dwa, a może  i trzy razy, przy czym
zaczyna o tym – swoim siadzie – mówić zniecierpliwiony wszystkim obecnym, jakiś
kwadrans przed faktem.
Teraz wypada nam opisać tu tych
‘ich’, czyli członków zespołu na próbie. „Scent of Music Blues” to w sumie
grupa – jak może wiemy – 5 artystów. Po pierwsze jest wśród nich Mareczek, ale
to już wiemy. Dalej mamy Darka i to też wiadoma nam rzecz. Jednak wspomnieć tu
należy o tym, co zrobił on kiedy na próbie śpiewał jedną ze swoich piosenek.
Otóż, Darek tak zwyczajnie pokazał mi język i choć język jest ważną częścią
ciała przy artykułowaniu dźwięków, nie wiem czy taka demonstracja czemuś w
ogóle służyła. Zapomnijmy więc o niej. Opiszmy za to trzech pozostałych
członków zespołu i zacznijmy tu od Krzysia. Krzysio gra na gitarze elektrycznej
– szaleje na niej z solówkami, czasami nawet podskakuje, często dość poddaje
pod rozwagę Mareczkowi swoje pomysły aranżacyjne dotyczące jego instrumentu. Nieraz
miewa też uwagi do reszty muzyków – np. do Darka, wokalisty, powiedział w
pewnym momencie,  żeby nie wygłupiał się już z tym głosem,
czyli żeby trzymał się jednej linii melodycznej, a nie szalał i wciąż śpiewał w
innej tonacji. Najmłodszym członkiem zespołu jest Mateusz. Chodzi do zwykłego
liceum i jest samoukiem gry na gitarze basowej 
Mati gra spokojnie, często w rozpuszczonych gęstych i długich włosach.
On względnie od niedawna jest w „Scent of Music Blues”, ale to wzór do
naśladowania dla pozostałych członków (zwłaszcza dla Mareczka) – Mati nigdy nie
spóźnia się na próby. Niewiele starszy od niego jest ostatni członek  zespołu, czyli Marianka, uczennica klasy
maturalnej szkoły muzycznej II stopnia, która normalnie gra na altówce. Bywają
jednak takie utwory, podczas których zasiada ona przy klawiszach. Jednak jeśli
to robi, to z reguły po turecku – w ‘School Of Drumline by Marek Kajdrys’ nie ma przecież Organów
Hammonda z pedałami nożnymi. Z kolei kiedy Mareczek myśli przy klawiszach nad
aranżacją, ona – dziewczyna – stoi, a reszta członków zespołu – facetów –
siedzi, nawet na podłodze. Marianka co prawda także siada na próbie, ale raczej
tylko gdy gra na swoim instrumencie.
Aranżacyjne podsumowanie
Reasumując cały artykuł –
reasumpcja ta będzie raczej krótka – sztuka aranżacji muzycznej jest tym
wszystkim, co, poza kompozycją i wykonaniem, tworzy utwór.

Natalia Mikołajska

Możliwość komentowania jest wyłączona.