Journey „Escape”


RARYTASY Z ZAKURZONEJ GRAJĄCEJ
SZAFY
Sto, setka, setunia, setuchna, stówa, stówka, stóweczka. Ani się
obejrzałem a tu już setny „rarytas”. Trochę mi trudno uwierzyć, że to tak
szybko przeleciało. Czas nawet już zatarł okoliczności przyrody w jakich
pojawił się pierwszy „rarytas”. A był nim album Jerzego Grunwalda i grupy En
Face.
Jakby jednak nie spojrzeć mamy
numer „100” rarytasów i z tej okazji musi być coś ekstra. Będzie dziś więc o
amerykańskiej grupie rockowej, do której przekonałem się dość późno, bo dopiero
przy okazji ich siódmej płyty długogrającej, wydanej 31 lipca 1981 roku. Płyta,
która spowodowała mój zachwyt nad jankeskim rockiem to album zespołu Journey
zatytułowany „Escape”.
Journey to ten zestaw muzyków, którzy
grają melodyjnego rocka, nie raniącego ucha. Do tego na każdym albumie mamy
jedną czy dwie perełki w postaci wykwintnych ballad. Nie inaczej jest na krążku
„Escape”. Mamy tutaj aż trzy takie rockowe cacka, przy których w tańcu miękną
kolana.
Całość zaczyna się od przebojowego
„Don’t Stop Believin’”. Po nim ostry „Stone in Love” by za chwilę dać nam
szansę pobujać się w rytm nieco nostalgicznego „Who’ Crying Now”. Numer cztery
na pierwszej stronie to znów mocne, rockowe granie z silnie zaznaczonymi
gitarowymi riffami. To „Keep on Runnin”. A całość zamyka pierwsza z ballad,
czyli „Still They Raid”. Łapki same zbierają się do oklasków. Ale to dopiero
początek łakoci.
Strona „B” to również pięć
kompozycji. Zgrabnie zestawionych w dwa bloki. Pierwszy to trzy ostre i
dynamiczne kawałki z tytułowym „Escape” na czele.
Po nim jeszcze „Lay It Down” i „Dead or Alive”. A potem już
tylko mamy czas na przytulanie. Dwie obłędne ballady wyśpiewane głosem Steve’a
Perry, wokalisty grupy. „Mother, Father” i „Open Arms” oczarowują nie tylko
muzyką, ale poziomem wykonawczym, a także – co nie jest bez znaczenia –
kapitalnymi tekstami.
Jak czas pokazał był to jedyny
album chłopaków z San Francisco, który zaszedł na pierwsze miejsce listy
„Billboard 200”. Ponadto cztery utwory z tego krążka zameldowały się na
„Billboard Hot 100 Singles”, zajmując wielce zacne lokaty. „Don’t Stop
Believin’” dotarło do miejsca nr 9, „Who’s Crying Now” do pozycji nr 4, „Still
They Ride” do lokaty nr 19, a zamykająca płytę ballada „Open Arms” wdrapała się
na pozycję nr 2. No cóż, pozostaje mi tylko polecić ten krążek do kolejnego
odsłuchania. A tym, którzy go jeszcze nie znają polecić tym bardziej.
P.S. Całkiem przypadkiem „setny
rarytas” wypadł blisko dwudziestej czwartej rocznicy pojawienia się w na falach
Radia Merkury „Radia Yesterday”, autorskiej audycji Arkadiusza Kozłowskiego. I
dlatego też w dzisiejszym rarytasie zagościła płyta grupy JOURNEY. Jednej z
ulubionych Pana Arka. Arku, niech Twoja „journey” przez muzyczne odmęty lat
minionych trwa nadal. Ku Twojej i naszej radości.
Jacek Liersch

Możliwość komentowania została wyłączona.


Warning: A non-numeric value encountered in /wp-content/plugins/ultimate-social-media-icons/libs/controllers/sfsi_frontpopUp.php on line 63