Sztywny Pal Azji „Szara”

RARYTASY Z ZAKURZONEJ GRAJĄCEJ SZAFY

Aby przełamać stereotypy, dziś dla odmiany album, który ani jest wiekowy a tym bardziej zakurzony. Ma raptem cztery (!) miesiące. Ale warto mu poświęcić kilka słów. A może i więcej.

Wigilia Świąt Bożego Narodzenia to czas szczególny. Z różnych powodów. Duchowych, rodzinnych spotkań czy wreszcie z przyczyn bardzo prozaicznych, czyli oczekiwania na upominki. Mając już na liczniku trochę wiosen człowiek nie oczekuje pod choinką ogromnych ilości prezentów. Cieszą go drobiazgi, czasem dla innych kompletnie niezrozumiałe. Podczas, gdy dzieci wierzą w Gwiazdora (w Wielkopolsce) czy Świętego Mikołaja (pozostała część naszego kraju), który ma przynieść te wymarzone upominki, my dorośli często wybieramy sobie sami prezenty, które mają znaleźć się pod świątecznym drzewkiem. Świadomie więc wybieramy takie prezenty, na które czekamy z utęsknieniem i wielką radością.

Ja na Wigilię Anno Domini 2017 zażyczyłem sobie prezent muzyczny. Bo jakże mogłoby być inaczej. Zakupiony dużo wcześniej czekał na swój czas w moim domu właśnie do wigilijnego wieczoru. Przyznam szczerze, że nie było łatwo. Korciło mnie ogromnie, aby choć raz odsłuchać ten album. Było tym bardziej trudno, że w uszach wciąż grały dźwięki ich koncertu w Radiu Poznań. Koncertu, który w październikowy wieczór zachwycił wszystkich obecnych w studiu im. K. Komedy poznańskiej rozgłośni Polskiego Radia. Grupa podczas ponad godzinnego występu zagrała prawie wszystkie najbardziej znaczące utwory ze swojego jakże bogatego dorobku.

Pora chyba najwyższa wspomnieć o kim mowa. To grupa Sztywny Pal Azji. To oni, czyli Jarosław Kisiński, Leszek Nowak, Paweł Nazimek, Zbigniew Ciaputa, Wojtek Wołyniak i Krystian Różycki. Podczas koncertu muzycy wspomnieli o nowej płycie, która miała się wtedy ukazać już za moment. No i tak się stało. Nowy album zatytułowany „Szara” ujrzał światło dzienne szóstego listopada zeszłego roku. Mój egzemplarz ubogacony jest autografami członków zespołu i bardzo dobrze. Bo to piękne dopełnienie muzycznej zawartości. Muzyka na te płytę powstawała w latach 2014-2017. Gdy będzie okazja pewnie zapytam artystów dlaczego tak długo. Choć to żaden zarzut. Raczej niedosyt, że tak długo było nam dane czekać na tak znakomity zestaw piosenek. Tak, bo to płyta znakomita. Wiem, że łatwo szafować takimi określeniami, ale dawno nie słyszałem tak wyśmienitej produkcji polskiego wykonawcy. Bo ten krążek to przemyślany dobór utworów, nic tu nie jest przypadkowe. Każda nuta, każde słowo tekstu. Teksty są bardzo osobiste i gdy się w nie wsłuchamy możemy się zapytać samych siebie czy nie są one przypadkiem też i o nas. Teksty o miłości, pożegnaniach, powrotach i problemach. Tych małych i tych wielkich.

Gdy pierwszy raz odpaliłem tę płytę od razu zaskoczenie. Melorecytacja. Ale czyj to głos? Przecież to nikt z zespołu. Fantastyczny pomysł, aby zaproponować współpracę Mirosławowi Bace, znanemu aktorowi, który wniósł do muzyki grupy powiew świeżości. Tembr jego głosu wespół z muzyką SZPALA to niesamowita mieszanina. Szczególnie w przejmującym w warstwie słownej utworze „Wstyd”. Głos Baki plus dziecięcy chórek. Nie jest to na pewno pieśń na listy przebojów, ale posłuchajcie. To pieśń o wielu z nas. Dotyka duszy jak mało który utwór. Głos Mirosława Baki słyszymy również już na samym wstępie w rozpoczynającym album utworze „Iluminacje”. Słyszymy go jeszcze raz w kompozycji „17 K”. I tu ciekawostka. Melorecytacja Baki i wokal Nowaka. Jakże to cudnie brzmi! W pozostałych kompozycjach na wokalu słyszymy rzecz jasna właśnie Leszka Nowaka, głównego wokalistę zespołu. Ja ogromnie się cieszę, że znów mogę go usłyszeć w kompozycjach zespołu. Bo to jego głos nierozłącznie kojarzy mi się z najlepszymi kompozycjami SZPALA.

Wracając do „Szarej”. Pierwszych siedem nagrań to raczej spokojne rytmy. No może za wyjątkiem dynamicznego utworu „Eskimos”. I nagle pojawia się utwór numer osiem, czyli „Luxtorpeda”. To była nomen omen lokomotywa tego wydawnictwa. Krążyła lub jeszcze krąży po listach przebojów wielu stacji radiowych. W Radiu Poznań dotarła w pewnym momencie na pierwsze miejsce listy przebojów. Świetna, melodyjna piosenka z oryginalnym aranżem (tuba w akcji!), wzbogacona udziałem dziecięcego chóru. Jest jeszcze jeden utwór, o którym wspomnieć trzeba. Porusza w sposób absolutny. „Jezus” wzrusza, bulwersuje, daje do myślenia. Rzecz o przemijaniu. Tym ostatecznym. I gdy wybrzmiewają ostatnie akordy myślimy co jeszcze spotka nas na tej płycie. I spotyka nas „Światło”. Czyli nadzieja. Tak to chyba należy odebrać. W ogóle chwilami odnoszę wrażenie, że muzyka, znakomita muzyka jest tu dyskretnym, czasem ostrzejszym tłem dla tekstów. Dodam, tekstów pięknych i niezwykle emocjonalnych. Współbrzmi to jak dla mnie fenomenalnie. A dla odmiany mamy za chwilkę znany już szerzej „Pocałunek w Rzymie”, utwór zmieniający nieco nastrój. Całość zamyka „Czy Ty czy Ja”. Znów o miłości, czyli o tym co naprawdę w życiu jest ważne. I tak się kończy to wydawnictwo.

Trzynaście kompozycji bynajmniej nie pechowych. Słychać to wyraźnie, że wspólne granie znów sprawia muzykom frajdę. I o to chodzi. Dostaliśmy po długim okresie oczekiwania produkt wysokiej jakości. Pod względem muzycznym, tekstowym, a przede wszystkim wykonawczym. Wzbogacenie instrumentarium o tubę, trąbkę, klarnet („Luxtorpeda”) czy instrumenty smyczkowe dodały muzyce SZPALA nowego wyrazu. Cała płyta jest utrzymana w nostalgicznym tonie. Czasem jest pesymistycznie by nie powiedzieć mrocznie. Ale jak to w życiu, musi też powiać optymizmem.

Frapował mnie tytuł tego krążka. Skąd taki a nie inny? Wytłumaczył to sam Jarosław Kisiński w jednym z wywiadów: Po nagraniu płyty pomyślałem, że okładka powinna być cała czarna. Jednak podczas pierwszej rozmowy w siedzibie firmy MTJ, Sebastian Bujak na mój pomysł odpowiedział, że był już biały album, czarne albumy, więc może szary… Tyle, jeżeli chodzi o okładkę. Później dostałem telefon od Sebastiana, że musimy podać tytuł płyty. Nic mi nie przychodziło do głowy, więc powiedziałem „Okładka ma być w kolorze szarym, więc może Szara?” Okazało się, że tytuł współgra z tekstami na płycie, poza tym premiera była w listopadzie.

Ot i cała tajemnica tytułu tej płyty wyjaśniona. Myślę jednak, że pomimo tego tytułu album „Szara” jest muzycznie wielobarwny. Tak jak nasze życie, o którym opowiada. Z niecierpliwością czekam na kolejny album, który muzycy Sztywnego Pala Azji już zapowiedzieli. Daty wydania nie znamy, ale jak pokazał ten krążek warto czasem być cierpliwym. Póki co w najbliższy piątek, dziewiątego marca 2018 roku, poznaniacy i Wielkopolanie będą mogli posłuchać SZPALA na żywo w wersji akustycznej. Będzie na pewno świetnie. Tego jestem pewien.

Jacek Liersch

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.