Jestem życiowym twardzielem. Rozmowa z Pawłem Bączkowskim

Wokół muzyki country narosło wiele mitów, większość z nich wynika z niewiedzy na temat tej muzyki. O tym, czym jest country, jak wygląda życie countrowca, rozmawiam z największym propagatorem tej muzyki w naszym regionie – Pawłem Bączkowskim.

 

Patrząc na Pana strój można stwierdzić, że country to coś więcej niż tylko muzyka. Od kiedy ten styl stał się dla Pana najważniejszy?

Raz bardziej, a raz mniej bywam ubrany w countrowym stylu. To nie są tanie rzeczy, ale jak się człowiek rozejrzy, to w second handzie też coś nabędzie. Dzisiaj mimo takich modowych atrakcji każdy wygląda tak samo. Kiedy pokażę się w kapeluszu, kowbojskich butach, kurtce z frędzlami jest zawsze taka sama reakcja… ooooo!!! Potem wywiązuje się rozmowa na temat muzyki i mój rozmówca nawet nie wie, kiedy znajduje się w krainie muzyki country.

 

Oprócz country, jakiej jeszcze muzyki słucha Paweł Bączkowski?

Słucham wszystkiego, żeby się orientować co w muzycznej trawie piszczy, ale nie wszystko mi się podoba.

 

W którym roku zaczął Pan grać i śpiewać? Od początku było to głównie country?

Zacząłem śpiewać w chórze szkolnym w klasie 6, a w wieku 12 lat zacząłem uczyć się grać na gitarze. Zresztą uczę się do dziś. Od początku śpiewałem piosenki, które mi się podobały i były to utwory różnych gatunków i stylów muzycznych. Wsłuchiwałem się, śpiewem uczyłem i tak dzisiaj mogę zaśpiewać prawie wszystko. I jak ktoś powiedział kiedyś, że Paweł Bączkowski to taki wykonawca, który z niejednego muzycznego pieca jadł chleb i dlatego z głodu nie umrze. Coś w tym jest. Piosenki Elvisa, Toma Jonesa, Engelberta Humperdincka, The Beatles, Sinatry, Nat King Cole’a, Deana Martina czy Bee Gess nie są mi obce i umiem wiele z nich zaśpiewać.

 

Pana ulubieni wykonawcy country?

W zasadzie lubię wszystkich. Nie jestem zwolennikiem artystów country, którzy tworzą countrowe dziwolągi w stylu piosenek z obecnego Bilbord Hot Country, ale i oni jak trzeba w Grand Ol’ Opry w Nashville umieją zagrać i zaśpiewać country jak należy.

 

Jak ocenia Pan polski „rynek” country?

Nie oceniam i nie chcę oceniać. Staram się robić swoje i iść do przodu. Ocena tego co jest należy do publiczności. Ja jestem cały czas aktywnym muzykiem i biorę odpowiedzialność tylko za swoje działania artystyczne.

Od półtora roku, dzięki Radiu Merkury / Radiu Poznań, może Pan upowszechniać muzykę country na falach eteru. Jak środowisko fanów tej muzyki zareagowało na „Planetę Country”? Czy idą za tym programem kolejne audycje w mediach, koncerty, wzrost popularności tego gatunku muzyki?

Audycja rozrosła się i słuchana jest w całej Europie, a także w USA, słuchaczy jest coraz więcej, audycja się podoba reakcje są nader pozytywne. Zdobywam dla muzyki country nową publiczność. Staram się wydobyć z country to co najważniejsze, czyli warstwa muzyczna, tekstowa i instrumentalna. W przypadku piosenek amerykańskich staram się przetłumaczyć tekst, bądź przybliżyć jego sens. Namawiam do szukania muzyki country w Internecie, aby przełamać stereotypy na temat country. Country to piękna rozwijająca się muzyka. Wystarczy dać jej szanse w mediach, tak jak zrobiło to w ów czas Radio Merkury (teraz Poznań).

 

Projekt artystyczny Paweł Bączkowski to nie tylko sam Paweł Bączkowski, ale też osoby współpracujące, m.in. pod szyldem The Gold Country & Roll Band. Może opowie Pan o swoich współpracownikach?

To profesjonalni muzycy grający w różnych formacjach, posmakowawszy różnych stylów i gatunków muzycznych od bluesa, jazzu, swinga, popu, a nawet heavy metalu. Grają już ponad 20 lub nawet 30 lat. Czasem pracuje nam się łatwo, a czasem są tzw. schody, ale w efekcie wychodzimy na scenę i myślę, że dajemy dobry profesjonalny show, którego nie da się zapomnieć.

 

Od ponad trzydziestu lat jest Pan na scenie. Który okres w tym czasie był według Pana najlepszy dla country w Polsce?

Najlepsze dla country w Polsce były lata 90-te. Mnóstwo koncertów. Ja grałem 130 rocznie, każda rozgłośnia miała program z muzyką country, piosenki polskie i amerykańskie grane były na potęgę, były programy telewizyjne. Z Mrągowa w tym czasie co roku obowiązkowe 50 minut koncertu w telewizji, płyty się sprzedawały na pniu, amfiteatry pękały w szwach. A potem zaczęły się pojawiać dziwne postaci niemające nic wspólnego z country, a prawdziwych – poświęconych temu nurtowi – countrowców spłukano do kanału, publiczność się odwróciła od pewnych miejsc i tak się to psuło. Ale… nie tracę wiary, że country w Polsce się odbuduje. Tak jak powiedziałem, staram się robić swoje, przeć do przodu, pokazywać wartości tkwiące w country i dawać publiczności wszystko co najlepsze na koncertach i w studiu nagraniowym.

 

Jest Pan autorem piosenki „Chcemy country”. Można śmiało nazwać ją hymnem polskiego środowiska „countrowców”. Co było inspiracją do jej napisania? Jak odbiera Pan jej popularność?

Jestem autorem muzyki. Autorem tekstu jest Wojciech Sobczak Wojeński, który też wymyślił Polski Dzień Muzyki Country, wymyślił logo itd. Teraz niektórzy chcą umniejszyć jego wkład i zwyczajnie sobie ten pomysł zawłaszczyli, nie wspominając o Nim nic. Ale…PDMC odbył się już po raz trzeci i w różnych miastach w kraju odbywają się koncerty. Ja jednak należę do tych co pamiętają zawsze o ojcach pewnych projektów, mimo, że czasem zauważam, iż ich pomysłodawcy są pomijani. Lojalność przede wszystkim.

 

Wraz z dziećmi i młodzieżą popularyzuje Pan country wśród młodych słuchaczy oraz w środowiskach wiejskich. Czy polska wieś chce country czy woli disco polo? Czy muzyka country trafia do dzieci i młodzieży?

Nie chciałbym dyskutować na temat gustów publiczności, bo o gustach się nie dyskutuje. Rolą moją jest dać profesjonalny show na żywo bez dyskietek i przyciskania guziczka play na klawiszu. Oczywiście nie krytykuję nikogo, bo wiem jak trudno jest „sprzedać” 6 osobowy zespół. Dzieciom i młodzieży daję za darmo moje oryginalne aranże (podkłady muzyczne) do moich starszych piosenek. Dzięki temu mogą podjąć próby śpiewania country, w dodatku po polsku. Biorę udział w akacji OSA (Objazdowa Scena Artystyczna) wraz z Szamotulskim Ośrodkiem Kultury. Prowadzący różne sekcje w Ośrodku przedstawiają swoją działalność, a ja prowadzący sekcję wokalną pokazuję swoją pracę. Moi wychowankowie śpiewają, ja opowiadam o pracy nad głosem, o audycji „Planeta Country” w Radiu Poznań, rozdaję ulotki z piosenką „Chcemy Country”, sam śpiewam na koniec swoje piosenki. Efekt jest taki, że sekcja się rozrasta, moi podopieczni zdobywają nagrody i wyróżnienia na festiwalach, ludzie włączają moją audycję i tak pracując u tzw. podstaw wzbudzam sympatie do muzyki country.

 

Z muzyką country kojarzony jest festiwal w Mrągowie. Są jednak inne imprezy cykliczne poświęcone tej muzyce. Może powie Pan coś na ich temat?

Kiedy na festiwalu w Mrągowie zaczęło się źle dziać, to niektórzy pasjonaci zaczęli organizować festiwale w swoim środowisku, gdzie miejsce znaleźli prawdziwi artyści country. Ja miałem 8 letnią absencję w festiwalu country w Mrągowie, dopiero w tym roku zagrałem tam po tej długiej przerwie. Ale przez 8 lat organizowałem większe lub mniejsze imprezy country. Dzisiaj proponuję imprezę pod tytułem „Chcemy Country” różnym ośrodkom i zaczyna się udawać. Przykładem są Duszniki, które przyjęły muzykę country z otwartymi ramionami. Piknik powiązany jest z przesłuchaniem młodych talentów, śpiewających piosenki country. Imprezy „Chcemy country” staram się współorganizować z Radiem Poznań, co przynosi bardzo duże uderzenie medialne. A Mrągowo? Zauważyłem, że zaczyna się zmieniać na lepsze.

Podobno album „W drodze i na drodze” wydany w 2014 roku ma być Pana ostatnią płytą autorską. W takim układzie, co będzie dalej?

Tak się zawsze mówi. Bo w trakcie produkcji kasa ucieka, gdyż jest to czasem niemała inwestycja. Czas, wszystko się kręci wokół projektu, a tu, praca i życie rodzinne. Człowiek jest wypompowany, ale… za jakiś czas znowu jest pragnienie wejścia do studia, aby zostawić po sobie ślad.

 

Będzie zatem nowa 5 autorska płyta?

Ano zobaczymy. W tym roku nagram 5 autorskich piosenek. W kolejnym 3 piosenki i będzie 8 piosenek, które trafią (mam nadzieję) na płytę pod roboczym tytułem „Na dobrej drodze”.

 

Lubi Pan podróżować czy to raczej nieodłączny obowiązek w Pana zawodzie?

Bardzo lubię podróżować, poznawać ludzi, a tych, których znam z on-line poznaję w realu i łączy nas muzyka i to jest piękne w tej pracy.

 

Był Pan jednym z gości koncertu z okazji dziewięćdziesięciolecia Radia Poznań. Na scenie spotkał się Pan wtedy m.in. z Arką Noego, Armią czy TSA. Jak Pan się odnajduje w takim towarzystwie? Jak przypadkowa publiczność reaguje na muzykę country? Zdarzają się nieprzyjemne reakcje?

Przez 32 lata na scenie może zdarzyła się jedna lub dwie nieprzyjemne reakcje człowieka pod tzw. wpływem. Ludzie zazwyczaj reagują entuzjastycznie. Sama muzyka, jej brzmienie i wartości w niej zawarte powodują uśmiech na twarzy publiczności, a jak na dodatek znajdą się na koncercie countrowcy ubrani w stroje organizacyjne, tańczący line dance pod sceną, to jest sukces murowany. Nie boje się stanąć na scenie z zespołami rockowymi, formacjami bluesowymi i jak to się mówi tzw. gwiazdami. Mój koncert jest dopracowany pod każdym względem i staram się porwać publiczność gdziekolwiek jestem.

 

Wziął Pan również udział w koncercie „Presley warty Poznania”. Jak Pan uważa, czy Poznaniacy pamiętają o Elvisie? Za co Paweł Bączkowski ceni muzykę Presleya?

Elvis i jego muzyka jest ponadczasowa. Poznań wiele razy udowodnił, że pamięta o Elvisie i potrafi go uhonorować jak należy. A Elvisa cenie za różnorodność, w której zawsze potrafił się znaleźć, a także za to, że z jakiejkolwiek piosenki będącej na dole list przebojów, potrafił zrobić hit i umieścić ją na samej górze tej listy.

 

Pana piosenka „Chcemy country” znalazła się na płycie dołączonej do podręcznika do muzyki dla klas siódmych. Jakie to uczucie, znaleźć się w podręczniku?

To niesamowite uczucie. To jak pomnik za życia. Lekcja 26 temat Folk i Country. Człowiek jest opisany jako popularyzator muzyki country w Polsce dołączając do swoich słynnych poprzedników, w książce dla nauczyciela jest piosenka pt. „Chcemy Country” na płycie CD i dołączona moja krótka biografia i opis mojej audycji „Planeta Country” w Radiu Poznań. Jak mogę się czuć? Eksplozja pozytywnych uczuć i nadzieją, że country mocno stanie na nogi. I to są te małe kroczki, które jestem przekonany przyniosą efekt. Na dzień dzisiejszy mam 15 zaproszeń do szkół, aby przeprowadzić lekcję o Folk i Country.

 

Świat wokół nas składa się z mitów i stereotypów. Jakie Pan zna na temat muzyki country, środowiska „countrowego” lub na temat Pawła Bączkowskiego. Proszę je zdementować.

Dla niektórych country to tylko westernowe piosenki w stylu „Rio Bravo”. Dla wielu country to tylko piosenki kowbojskie, kolty, westerny. Trzeba się trochę potrudzić, aby poznać historię muzyki country i przysłuchać się jak się rozwijała, ilu wspaniałych artystów country objawiło się światu, ile piosenek country otrzymał świat, które stały się wielkimi światowymi przebojami, a które wielkie gwiazdy popu i rocka włączyły do swojego repertuaru. To jest trudna praca, aby pokazać polskiemu społeczeństwu muzykę country z innej strony. Jeśli moja audycja „Planeta Country” w Radiu Poznań, i moje koncerty, i to co robię w studiu nagraniowym, pomogło, aby te stereotypy przełamać – to jestem szczęśliwy.

Nie wiem co mogę dementować na temat swojej osoby? Ale cóż, jeśli ktoś powie, że jestem perfekcjonistą – to nie będę tego dementował, jeżeli ktoś powie, że praca ze mną jest bardzo wymagająca – też nie zaprzeczę, jeśli ktoś stwierdzi, że można ze mną ćwiczyć wiele „życiowych akrobacji” – to też się zgadza, ale także zgadza się to, że jest to do czasu. Jeżeli ktoś powie, że lojalność wobec drugiego człowieka jest u mnie cenniejsza niż umiejętności – to też będzie miał rację. Może tego nie widać na zewnątrz, ale jestem życiowym twardzielem i nie poddaje się byle czemu i byle komu. Mam 54 lata i jeszcze wiele pary i energii do pracy. Daję dwugodzinne koncerty nie odpuszczając ani na chwilę, nie oszczędzam się. Tańczę, śpiewam, recytuję, kładę się z gitarą na scenie i gram, wychodzę do ludzi. Marzę o tym, aby Bóg pozwolił mi śpiewać jak Wilie Nelson do 85 roku życia. Potrzebuje tylko szczerego uśmiechu i dobrego nastawienia publiczności, jej poparcia, a reszta jakoś pójdzie.

 

Zatem tego Panu życzę i dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiał

Michał Sobkowiak

Możliwość komentowania jest wyłączona.