Chicory Tip


JACEK LIERSCH PRZYPOMINA
Był rok 1972.
Pocztówkowy szał ogarniał nasz kraj, a wraz z nim osiągnęliśmy w niewielki
sposób możliwość nacieszenia uszu aktualnymi przebojami. Wczoraj w Radiu
Luxemburg, a dziś na plastikowej płytce. Jakość zazwyczaj była dość mizerna,
ale świadomość bycia na bieżąco z aktualnymi muzycznymi przebojami pozwalała
nam choć trochę poczuć się bliżej muzycznego świata.
Takie plastikowe cudeńko zawierało zazwyczaj jeden super
przebój i drugi będący najczęściej tak zwanym wypełniaczem. I tak na jednej pocztówce
obok hiciora grupy Mud znalazłem nagranie kompletnie nieznanego mi wówczas
zespołu Chicory Tip.
Grupa powstała w 1967 roku i jej twórczość utrwalona została
zaledwie na jednej płycie zatytułowanej „Son Of My Father”. Taki też tytuł
nosił ich jedyny i największy przebój, czyli klasyczny ensemble jednego
przeboju. Nie będę tu wnikał we wszelkie roszady kadrowe w zespole, bo było ich
całkiem sporo. Ten najważniejszy skład to wokalista Peter Hewson, gitarzysta
Richard „Rick” Foster, basista Barry Mayger, perkusista Brian Shearer oraz
gitarzysta i klawiszowiec Rod Cloutt. W takim to składzie panowie nagrali swój
debiutancki i jak się potem okazało jedyny album. Wszystkich innych płyt
(raptem cztery) wydanych w latach dziewięćdziesiątych poprzedniego wieku, a
także w 2011 i 2016 roku pod tytułami „najlepsze” czy „najlepsze z najlepszych”
nie liczę. Ten debiutancki krążek przyniósł właściwie tylko ten jeden jedyny,
ale jakże wielki przebój. Inne piosenki tego zespołu, pochodzące z singli z lat
późniejszych, już takiego wzięcia na listach przebojów nie miały.
„What’s Your
Name”, „Good Grief Christina”, „Cigarettes, Women and Wine”, „The Future Is
Past”, „Big Wheels Rolling” list przebojów już nie zawojowały.
Piosenka „Son Of My Father” wyszła
spod kompozytorskiej ręki Giorgio Morodera, który jakiś czas potem tworzył
wielkie hity wyśpiewane głosem Donny Summer. Nie dziwi więc duży sukces tej
piosenki. Chicory Tip zakończyli działalność w 1975 roku.
W 1996 roku zebrali się na okoliczność pięćdziesiątych
urodzin swojego gitarzysty Ricka Fostera. Wieść gminna niesie, że wciąż pracują
w oryginalnym składzie ku chwale zespołów i muzyki przełomu lat
sześćdziesiątych i siedemdziesiątych poprzedniego wieku… Grają tam i ówdzie.
Zapewne i do kotleta (schabowego zresztą). Nieważne. Grunt, że pięknie grają.
Jacek Liersch

Możliwość komentowania jest wyłączona.