Czasami zwykłe metody są najlepsze


Były
szpieg: “Czasami zwykłe metody są najlepsze – odwracasz płaszcz, zakładasz
perukę i już w kamerach wyglądasz inaczej”.

W odróżnieniu od innych
pisarzy Vincent V. Severski przemyca do książek własne doświadczenie. Podobnie
sześćdziesiąt lat temu czynił Ian Fleming, autor serii książek o przygodach
Jamesa Bonda. Jednak jeśli od razu przed oczyma macie któryś z filmów o 007, to
muszę Was zmartwić. Książki i filmy z Jamesem Bondem, mało mają ze sobą
wspólnego, o ile (w niektórych przypadkach) cokolwiek poza tytułem i agentem
007. Jeśli więc chcecie poznać bliżej świat szpiegów, to musicie sięgnąć po
którąś z książek. Tak swoją drogą, ciekawe ilu autorów książek szpiegowskich
było szpiegami?
Początki
w nowej pracy
Vincent V. Severski zdradza,
jak został szpiegiem: “To też było zrządzenie losu. Wyobraź sobie
małżeństwo studentów – Ulę i Vincenta, które nie ma gdzie mieszkać, a bardzo
chce zacząć normalne życie. Vincent ma w Warszawie wuja, który jest w MSW i w
szpitalu na ulicy Komarowa (dzisiejsza Wołoska) operuje różnych prominentów. I
ten wuj, widząc problemy młodego krewniaka, mówi: „Załatwię ci dobrą robotę,
będziesz pracował w MSW. Dostaniesz mieszkanie”.
Nie, nie zdradzam początku
jakiejś nowej książki. Właśnie od tego zaczęła się moja przygoda. Nie
wiedziałem, co dokładnie znaczyło to „załatwię”, którego użył mój krewny, i
przyznam, że niewiele mnie to obchodziło. Tak się mówiło i już, wszystko się
załatwiało. Oczywiście nie można było iść na Rakowiecką z ulicy i ogłosić od
progu: „Chcę tu pracować”. Wuj złożył obietnicę i pewnego dnia dostałem
wiadomość: „Masz być tego, a tego dnia na Rakowieckiej”. Studiowałem wtedy już
w Warszawie. Poszedłem.
Do gmachu wprowadził mnie
wyższy ode mnie o głowę, napęczniały od gorzały facet, siny niemalże. Posadził
mnie w jakimś pokoju i dał do wypełnienia ankietę grubą jak książka. Od cholery
tego było. A i jeszcze życiorys kazał pisać. No to ja pisałem, a on cały czas
łaził w kółko. Kiedy skończyłem, spytał tylko: „Czy ty, chłopie, wiesz, gdzie
idziesz do pracy?”. Ja mówię: „No, do MSW”. A on na to: „Do wywiadu idziesz”.
Jak mi to powiedział, skakałem z radości pod sufit. Wywiad to wywiad. (…)
Okazało się, że się nadaję. Co prawda miałem jakieś słabe strony, powiedzmy,
emocjonalne – jak każdy, ale to nie miało żadnego wpływu. Pojechałem do szkoły
wywiadu w Starych Kiejkutach, gdzie uczyliśmy się elementarnych rzeczy:
techniki wywiadowczej, chodzenia pod obserwacją, budowania tras
sprawdzeniowych, obsługi tajnych skrytek, błyskawicznego przekazywania
materiału, werbunku agentów. Kursy teoretyczne, praktyczne. Z jednej strony my
się uczyliśmy, a z drugiej strony byliśmy stale obserwowani, czy aby naprawdę
się nadajemy do tego biznesu. Bo przecież mimo zdanych testów jakaś niepewność
pozostaje. Zawsze tak było, jest i będzie. Od niepamiętnych czasów tak się
kandydatów na szpiegów uczy i sprawdza we wszystkich szkołach wywiadu”.
Alkohol
ma pomóc
Potencjalnych agentów
sprawdzano, jak mocne mają głowy na alkohol i czy można z nich wyciągnąć
informacje lub namówić do zdrady. – “Alkohol jest cholernie ważny w tej
pracy. Oficer, który dostaje małpiego rozumu po gorzale, bez znaczenia czy
mężczyzna czy kobieta, nie nadaje się do tego zawodu. Alkohol ma ci pomóc, a nie
przeszkodzić w wykonaniu zadania. Także prywatnie, jeżeli go pijesz, to ma ci
pomóc. Ale to nie jest sposób leczenia stresu dla oficera wywiadu, bo wtedy
wtopisz. Dlatego do stanu wojennego mieliśmy w szkole barek w pełni
zaopatrzony, dostępny dla wszystkich. Ceny więcej niż przystępne. Można było
pić, ile kto chciał. Byli tacy, którzy zatonęli w gorzale i wylatywali”.
Praca szpiega nie spełniła
wszystkich oczekiwań. – “Niestety, wbrew temu, co obiecał mi wujek, nie
dostałem mieszkania. Mieszkałem na malutkim kwaterunku. A rodzina… Żony
szpiegów, choć nigdy do końca nie widzą, co robią mężowie, nigdy nie są
zadowolone. Domyślają się, że bliska osoba ryzykuje życie czy zdrowie, więc o
zadowoleniu nie może być mowy. Wydawało się nam, że to będzie stabilizacja, ale
de facto tak nie było.
Dobrego szpiega powinno
cechować kilka umiejętności. – “Do perfekcji musi opanować podstawy, o
których już mówiłem, a których uczyliśmy się w Starych Kiejkutach. Oficer musi
być spostrzegawczy, mieć umiejętność obserwacji, analizy otoczenia, mocne nogi,
dobry żołądek, mocne nerwy, pamięć. To są rzeczy niezmienialne w każdym
wywiadzie świata. To musi być, ale najważniejsza jest silna motywacja, i to nie
mogą być pieniądze. Natomiast co rusz pojawiają się nowe gadżety, które
usprawniają tę pracę. Lub utrudniają. Ale jest tarcza i jest miecz – tak jak w
symbolu KGB. Zresztą czasami zwykłe metody są najlepsze – idziesz do kibla,
odwracasz płaszcz, zakładasz perukę i już w tych kamerach, które cię dzisiaj
wszędzie śledzą, nie wyglądasz tak samo. Prosta rzecz, a jaka praktyczna”.
Czasem
trzeba się natrudzić
Nie zawsze idzie z górki.
Vincent V. Severski wspomina przygodę we Włoszech. – “„Na robocie”
zostawiłem samochód na ulicy w Rzymie w miejscu, gdzie nie wolno było parkować
w określonych godzinach. Był znak, ale zasłonięty drzewem. Wracam wieczorem, a
samochodu, w którym była skrytka z pewnymi rzeczami, nie ma. Trzeba było go
szukać. A we Włoszech dogadać się z kimś po angielsku nie jest prosto. Nawet z
policją, a ponieważ w Rzymie jest pięć rodzajów policji, na dobrą sprawę nie
było wiadomo, kto w ogóle zlecił odholowanie auta.
Poszedłem na posterunek na
Zatybrzu. Tłumaczę dyżurnemu: „Samochód japoński, toyota”. A on: „Toyota? Nie
ma takiego samochodu. Fiat, alfa romeo, mercedes”. Ja mu: „Japan, Japan”. „Che?
Toyota? Nie ma takiego samochodu”. We Włoszech w tym czasie w ogóle nie było
japońskich samochodów. Wreszcie ustaliłem, że mojego „Japońca” zabrała Polizia
Municipale. Stał 50 km za Rzymem na parkingu strzeżonym”.
Bywało śmiesznie, ale i
niebezpiecznie. – “Miałem podwójnego agenta, który zdradził. Zauważyłem,
że najprawdopodobniej jestem obserwowany. Najprawdopodobniej, bo to była wtedy
bardziej intuicja. Młodziak byłem zupełny. Szedłem na spotkanie i w jednym z
samochodów zauważyłem ognik papierosa. To był ułamek sekundy. Miałem z nim
spotkanie w środku nocy, o pierwszej. Był bardzo zdenerwowany, dosłownie cały
chodził, co było dla niego nietypowe, bo to był facet od grubej roboty. No i
podobno przyniósł jakieś supermateriały, które chciał, żebym szybciutko od
niego przejął. Niemal mi je wpychał. Nie wziąłem. Wyznaczyłem mu kolejne
spotkanie nazajutrz, ale już nie poszedłem. Skontaktowałem się z rezydentem i
wróciłem do Polski.
Przez pół roku chodziłem ze
stygmatem tchórza, że zawaliłem, nie przyjmując materiałów od agenta. Ale wtedy
okazało się, że w służbie, która tam na mnie czyhała, był to nasz kret.
Potwierdził, że tamci wiedzieli, kiedy i w jakim miejscu ma być oficer z
Polski, czyli ja. Miałem być zdjęty. A byłem wtedy na zwykłym paszporcie.
Gdybym wtopił, tobym siedział. Długo by mnie pewnie nie trzymali, może byłaby
jakaś wymiana, ale byłby to koniec kariery.
Życie
to nie film
Prawdziwe życie szpiega
wygląda inaczej niż w filmach. – “Ludzie naoglądają się filmów, a potem
często im się wydaje, że zagrożenie polega na tym, że ktoś celuje do ciebie z
pistoletu. Zagrożeniem są choroby, bandyci, za szybka jazda samochodem. Oficer
wywiadu nie gości dzisiaj w eleganckich hotelach Londynu, Paryża czy Genewy.
Jeździ też do Bośni, do jakiejś zapyziałej wsi na Kaukazie, gdzie obrzynają
głowy. Albo do Iraku, Iranu, Jemenu i Afryki, gdzie lata jakimś zdezelowanym
„antkiem” bez jednego koła i z pijaną ukraińską załogą. Różnie to bywa”.
Podczas upadku PRL’u
Severski przebywał na rezydenturze w Szwecji. Weryfikację przeszedł zaocznie. –
“Nie stawałem przed komisją. Wszyscy oficerowie rezydentur, których upadek
komunizmu zastał za granicą, wbrew temu, co niektórzy dziennikarze twierdzą,
byli z urzędu weryfikowani”.
Autor wspomina, kiedy
pojawił się pomysł na pisanie książek. – “Pierwszą książkę zacząłem pisać
w szkole średniej. Jakieś opowiadania. Całe życie chciałem pisać. Gdybym nie
był szpiegiem, to pewnie byłbym pisarzem. A może i nie byłbym… Jak byłem
szpiegiem, to tysiące razy zaczynałem pisać najróżniejsze książki. Tylko ciągle
dochodziłem do punktu, w którym nie wiedziałem, jak zapełnić kolejne strony. A
już największy problem miałem zawsze z tytułami. Dlatego zawsze tytuł starałem
się wymyślać pierwszy”.
W książkach Severskiego
znajdziemy historie oparte na prawdziwych zdarzeniach, połączone z
beletrystyką. – “One są pomieszane, poprzestawiane, nieco zmienione, ale
miały miejsce. Na przykład skrzynia z „Nielegalnych”, o którą pytano mnie
wielokrotnie. Była taka skrzynia. Nie mogę powiedzieć, czy wyciągnęliśmy ją,
czy nie, ale była. Coś podobnego rzeczywiście robiliśmy”.
Szpiedzy
lubią samotność
Zawód szpiega jest dla osób,
które potrafią i lubią być same. – “Oficer wywiadu, który nie lubi
samotności, nie ma zaufania do siebie samego, do swoich kompetencji,
umiejętności, działania w pojedynkę, nie nadaje się do tej pracy. Oczywiście
pracujemy w większych zespołach, ale oficer, który dobrze się czuje w
samotności, to jest właściwa osoba. Życie w wywiadzie jest bardzo podobne do
życia w zakonie – zamknięty świat, zasady, elementy współżycia, zaufania, które
nie wychodzą na zewnątrz.
Umiejętność manipulowania,
udawania, kręcenia to jest szpiegowskie „abc”. Ale nie wolno tego przenosić na
życie prywatne. Bo umiejętność manipulowania to potężna broń, bo wiesz, jak
ludziom zrobić wodę z mózgu, umiesz manipulować nimi tak, żeby robili to, czego
ty chcesz, wykonywali twoje polecenia, a oni muszą często podejmować
dramatyczne decyzje.
Powiem tak – w domu się nie
kłamie, ale trzeba mieć takiego partnera, który zrozumie, że nie możesz mu
powiedzieć wszystkiego. To jest trudne, bo jedziesz na robotę, czasami do
brzydkich miejsc, niebezpiecznych. A nie możesz powiedzieć, gdzie jedziesz.
Więc w tym sensie jesteśmy bardzo samotni”.
Pracując w tajnych służbach,
ma się kontakt ze śmiercią. Często się do niej przyczynia, ale zawodowcom nie
może to spędzać snu z powiek. – “To nie jest tak, że ja kogoś zabiłem.
Wiedziałem, gdzie pracuję i wiedziałem, że nie ma nic bardziej śmiertelnego niż
informacja. Powiedzmy hipotetycznie. Jeżeli wiem, że ma być zamach w Ghazni na
nasz oddział, to co robię? Biorę telefon, dzwonię i mówię: tam i tam czekają na
was talibowie. I wiem, co będzie dalej – polecą tam chłopcy śmigłowcem i kamień
na kamieniu nie zostanie. Przecież nie pojadą z megafonem i nie będą wołać:
„Panowie talibowie, wiemy, że tam jesteście, proszę wyjść i złożyć broń albo
wycofać się w góry, bo będziemy strzelać”. No nie. Jadą i „podcinają gardła” –
to jest wojna”.
Praca w służbach
wywiadowczych często skraca życie. W innym wypadku można nabawić się chorób i
kalectwa. – “Ja przeszedłem dwanaście operacji. Przynajmniej cztery z
przyczyn niewiadomych, bo nie została zidentyfikowana przyczyna moich
dolegliwości. Wróciłem z zagranicy, z trudnego terenu. I w ciągu miesiąca
ciężko się rozchorowałem. Niby to była prosta choroba, która może przydarzyć się
każdemu, a ja ledwo z niej wyszedłem. Wtedy straciłem włosy. Przełożeni
podejrzewali wtedy, że to nie jest naturalna choroba…
Różne przypadki chodzą po
szpiegach. O ile można nazwać przypadkiem zderzenie ciężarówki z samochodem
osobowym na pustyni. A tak zginął mój przyjaciel”.
*Vincent V. Severski –
urodzony w 1956 r., oficer polskiego wywiadu, pisarz, felietonista, prawnik.
Ukrywa swoje prawdziwe nazwisko. Przez 26 lat pracy dosłużył się stopnia
podpułkownika i stanowiska wicedyrektora jednego z najważniejszych wydziałów
Agencji Wywiadu.
Michał Sobkowiak

Możliwość komentowania jest wyłączona.