U.F.O „A conspiracy of stars” (2015)


Kiedy w zamierzchłej Komunie
odkryliśmy suitę „Flying” brytyjskiej grupy UFO – świat nie był już taki sam.
Rozbuchana psychodelia ocierająca się intensywnie o bluesa i hard rock. To było
to – a głos wokalisty Phila Mogga wpisany od razu został do działu –
rozpoznawalny-genialny. Z kolejnymi płytami zespół ewoluował ku melodyjnemu
hard-rockowi, co także zostało przyjęte z komercyjnym poklaskiem. Dynamiczne „Rock
Bottom”, „Doctor, doctor” czy przegrywane z drżeniem rąk ballady „Belladona”
czy „Martian Landscpae” na wiele lat wypełniały witalnością brzmienia nasze
małe pokoje licealno-studenckie.
Od wielu lat UFO to głownie
legenda głosu wokalisty – Phila Mogga, kolejne przyzwoite studyjne płyty i
trasy koncertowe.
Nowy zestaw wpisuje się w 100% w
etykietę: PRZYZWOITY.
Nie ma tutaj numerów do
euforycznego zapamiętania – jest za to melodyjny zestaw hard-rockowych utworów
podanych w powolnym tempie z MISTRZOWSKIMI gitarami – Vinnie Moora, który od 5
płyt jest z zespołem na dobre i najlepsze. Obok głosu te klasyczne – soczyste
pasaże gitarowe to podstawowy atut nowego albumu. No i jeszcze nienachalna
melodyjność. Choć brakuje mi tutaj ballady (jakiejkolwiek), która rozładowała
by nieco to powolne hard rockowe toczenie się nut to – jednak będę wracał do
tej płyty. Takie utwory jak „Devil
in the details”, „Ballad of the left hand guns”, „Precious cargo” czy „The
killing kind” warte są tego.
Arkadiusz Kozłowski

Możliwość komentowania jest wyłączona.