Nazareth „Hair Of The Dog”


RARYTASY Z ZAKURZONEJ GRAJĄCEJ SZAFY
W bieżącym roku płyta ta obchodzi piękne, czterdzieste urodziny. I choć
to wiek już wielce zacny, to album ten wciąż wyzwala piękne wspomnienia. Grupa Nazareth
i jej szósty w dyskografii, jakże wyśmienity album „Hair Of The Dog”.
Muzyczne kompendium możliwości tej
szkockiej grupy. Już od pierwszego, tytułowego utworu przenosimy się w krainę
ostrego, mocnego grania. Potem wszystko to potęguje jeszcze „Miss Misery”,
gdzie głos Danny Mc Cafferty’ego brzmi jeszcze bardziej wyraziście. Potem
następuje lekko bluesujący, ale jakże wyrazisty „Guilty”. „Changing Times” to
ciąg dalszy olbrzymich możliwości wokalnych Mc Cafferty’ego i chłopaków piłujących
na gitarach. To naprawdę znakomity finał strony „A” tej płyty.
Strona „B” to już rarytasy pełną
gębą.
Połączone w całość dwa utwory,
„Beggars Day” i „Rose In The Heather”.
Pierwszy z nich zaśpiewany ciężkim
i chrypliwym głosem wokalisty, przechodzący w przecudnej urody instrumentalną
balladę, gdzie gitara Manny Charltona występuje w roli głównej. Jest jeszcze „Whiskey
Drinkin’ Woman” z delikatnym bluesowym odcieniem i blisko dziesięciominutowy
„Please Don’t Judas Me”. A na deser „pościelówa” jakich mało, czyli „Love Hurts”.
I choć przez te czterdzieści lat w
muzyce wydarzyło się wiele, to jednak ta płyta to jeden z kamieni milowych
rocka. Muzyka obowiązkowa. No i ta niesamowita okładka. Dzieło Davida
Fairbrother’a, zupełnie jakby nie z tej bajki.
Jacek Liersch

Możliwość komentowania została wyłączona.


Warning: A non-numeric value encountered in /wp-content/plugins/ultimate-social-media-icons/libs/controllers/sfsi_frontpopUp.php on line 63