Wystawa fotografii Jacka Kulma


Rzecz o niezwykłej
wystawie fotografii Jacka Kulma. Chodzi o trwającą od 1 do 14 września w
Galerii Rozruch retrospektywną prezentację tegorocznego laureata Nagrody
Artystycznej Miasta Poznania.

Jest to najlepsza ekspozycja tego autora jaką widziałem,
wspólne dzieło Kulm-Zakrzewski. Drugi z artystów Witold Zakrzewski, malarz i
szef Rozruchu jest niewątpliwie współtwórcą sukcesu poznańskiego fotografika.
Przyczynił się do niego poprzez wybór prac i cykli z ogromnego dorobku Kulma
oraz aranżację fotogramów. Wystawa J.K. jak żadna inna uświadamia, co znaczy
trafny wybór prac i ich rozlokowanie w przestrzeni wystawienniczej w taki
sposób, aby fotogramy mogły wchodzić z sobą w rozmaite relacje. Mówiąc
najkrócej: aranżacja eksponuje poetykę artysty; nie tyle akcentuje, co
przedstawiają pojedyncze prace, ale uświadamia odbiorcy, w jaki sposób autor
operuje tworzywem, jakim są dla niego najczęściej ekspresyjne ujęcia twarzy i
postaci aktorów oraz prześwietlone światłem ciała tancerzy.

I od razu przechodzę do tego, co w tej twórczości jest
oryginalne i jedyne, a mianowicie monochromatycznych struktur parabaletowych
powstałych na kanwie fotografii ze spektakli Conrada Drzewieckiego. Kulm tego
rodzaju własne prace nazywa „multiwizjami”. Oto, co napisał o nich w katalogu
do wystawy Jacek Juszczyk: „Zasadą
organizującą prezentowane fotogramy jest przenikanie się postaci uchwyconych w
ruchu, co dla mnie wydaje się być tylko pretekstem do ukazania form o różnej
gęstości materii utkanej ze światła. Te smugi będące odkształconą, realnie
istniejącą w innym wymiarze strukturą pełną życia, zmienną i rozwijającą się w
przestrzeni i czasie – tworzą nową jakość, w której tylko odlegle rozpoznajemy
cechy indywidualne: twarz znajomego artysty, symboliczny gest wyciągniętej
ręki, pochylenie ciała
”. Bardzo słusznie, bo to są oryginalne twory Jacka
Kulma, z których najlepsze utworzono z materiału dokumentującego spektakle
wybitnego C. Drzewieckiego.

Niewątpliwie dzieła baletowe tego choreografa, niektóre genialne,
jak choćby „Stabat mater” do muzyki Krzysztofa Pendereckiego, były potężnym
impulsem do powstania w ł a s n y c h, z n a k o m i t y c h kompozycji
poznańskiego fotografika. Nawet najlepsze fotografie dokumentalne, jak choćby
świetna kompozycja zbiorowa z „Medei”, nie mogą się równać z oryginalnymi
dziełami Kulma, oderwanymi od pierwowzorów, tworzącymi własne, odrębne światy.
Andrzej Haegenbarth

Możliwość komentowania jest wyłączona.