Warkocz splecionych dni


Melodią dziką w wierszach szaleje
wzrok kieruję w mokre płaty gałęzi
ciężko pełzają myśli
słowo trącają pierwsze
nieskończonością – płyną w krąg coraz
szerszy
Serce natchnione trzymam na uwięzi
powietrze do płuc nabieram
purpurową łuną pijaną falą
za pierś chwytają – duszą twardą
pięścią
Innym razem
fontanną nowych sił tryskam
jestem jak rzeźbiarz trzymając pióro
w dłoni
czoło owiane oddechem potęgi
lepkie wargi i spocony ciężki kark
Splecionym warkoczem oplatam każdy
dzień
w rachunku win z klinem wbijanym we
wnętrze
w westchnieniu przemykają mgłą i skrą
dreszczem objęta spłakana i
uśmiechnięta
Błyszczę w glorii srebrzystym lotem
liter
cień rąk i zapisana kartka papieru…
co po mnie pozostanie?
Jolanta Szkudlarek “Lilia”
5 marca 2017.r., godz.22.49

Możliwość komentowania jest wyłączona.