Telewizja – ogłupiamy najlepiej


Rolą
telewizji, zwłaszcza publicznej, powinno być prezentowanie treści, które ucząc
bawią i bawiąc uczą. Niestety większość programów jest tak skonstruowana, żeby
co najwyżej bawić. Jeśli już można się czegoś nauczyć z programów
telewizyjnych, to nie jest to nic dobrego.

Media wizyjne powinny propagować w swoich audycjach
właściwe wartości moralne i etyczne oraz osoby, które się nimi kierują w
codziennym życiu. Niestety jest na odwrót. Świadczą o tym „kariery” celebrytek
znanych z tego, że są znane. Przykładowo Natalia Siwiec zrobiła karierę
eksponując swój biust w czasie Euro 2012. Od tego czasu celebrytka ta jest
częstym gościem programów śniadaniowych, gdzie jest ekspertką prawie od
wszystkiego. Również w audycjach telewizji, która pobiera opłaty za misyjność.
Kolejnym przykładem jest Kuba Wojewódzki, który z chamskich
odzywek i prostackiego poczucia humoru zrobił coś normalnego, godnego
propagowania. To właśnie dziennikarze telewizyjni i radiowi kształtują naszą
kulturę i język potoczny. Widzowie i słuchacze do swojej osobowości, próbują
włączyć pewien styl bycia znany z ekranu lub radioodbiornika. Dlatego tak ważne
jest, by programy, zwłaszcza telewizyjne, były prowadzone w sposób kształtujący
właściwe zachowanie i poprawną polszczyznę. Temu zadaniu jedynie sprostało
Polskie Radio. Tam słychać szacunek do słuchacza i języka polskiego.
Jak wiadomo, nie ma telewizji bez reklam. Dlatego stacje
nadają programy atrakcyjne dla jak największej rzeszy odbiorców. Zakładając
przy tym, że większość widzów to debile i ambitniejszych programów nie obejrzą.
Dlatego zamiast „Wielkiej gry” mamy kilkanaście innych głupawych teleturniejów,
z których niczego wartościowego się nie dowiemy. Nawet słynne „Testy wiedzy
o…” organizowane przez publicznego nadawcę, są tak skonstruowane, by pytania
nie były za trudne i by widz miał wrażenie, że na wszystkim się zna. Jeśli nie
będzie się znał, to nie będzie chciał oglądać takiego programu. Widzowie mogą
się z tym stwierdzeniem nie zgadzać, ale cicho – telewizja wie lepiej.
Podobny poziom trudności mają pytania audiotele, gdzie
przykładowo pada pytanie: bohaterem której telenoweli był Rysio Lubicz? W tle
natomiast widzimy urywki z „Klanu” i słyszymy piosenkę z czołówki, którą śpiewa
Ryszard Rynkowski. Widz pełen radości, iż zna odpowiedź na to jakże ciężkie
pytanie, łatwo chwyci za telefon i zadzwoni na 0-700-… lub wyśle SMS’a,
sponsorując organizatorów konkursu.
Również poziom realizmu reklam telewizyjnych bywa
uwłaczający, dla ludzi myślących. Przykładowo w reklamie jednego z banków, oglądaliśmy
taką oto scenę – para wyjeżdża na wakacje i rozmawia o skutkach niezapłaconego
rachunku za prąd. Mamy tu kilka błędów logicznych. Po pierwsze nie znam nikogo,
kto zostawia lodówkę pełną jedzenia, wyjeżdżając na wczasy. Po drugie, nie
zapłacenie rachunku za prąd nie skutkuje natychmiastowym odłączeniem od sieci.
Jest jeszcze kilka tygodni na przypomnienia, ponaglenia itd. Kolejny absurd w
tej reklamie, to bohater wysiadający do rzekomo niedomkniętej klapy od
bagażnika. Chyba wszystkie nowoczesne, dostępne na rynku samochody, a takim
poruszają się bohaterowie reklamy, posiadają sygnalizację niezamknięcia drzwi.
Niektóre nawet nie ruszą z tego powodu.
Jakiś czas temu nawet dobranocka przegrała z reklamami na
antenie publicznej „Jedynki”. Wcześniej była sukcesywnie okradana z czasu
antenowego, tak iż czasami reklamy przed i po trwały dłużej niż sama bajka.
Ostatecznie jednak miejsce wieczorynki zajął program pseudokulinarny, który
oparty był głównie na lokowaniu produktów. Wątpię, by miał dużą oglądalność,
ale telewizja na nim zarabia, więc jest lepszy niż dobranocka. Na pocieszenie
dzieci dostały kanał tematyczny. Tak oto telewizja publiczna pojmuje swoją
misję.
Młodzi widzowie są najbardziej poszkodowaną grupą
odbiorców. Kiedyś blok przedpołudniowy wypełniały „Domowe przedszkole” i inne
programy dla najmłodszych, w południe była telewizja edukacyjna; natomiast
popołudniu „Tik Tak”, „Ciuchcia” czy „Luz” dla trochę starszych. Z kolei w
weekendy były „5-10-15” i „Teleranek”. Dzisiaj młodzi ludzie mogą zapomnieć o
tego typu programach, poza kanałami tematycznymi. Zastąpiły je programy
śniadaniowe oraz powtórki seriali. Wyjątkiem jest tu program „Sonda 2”, który w
tym roku pojawił się na antenie TVP2, jednak by nie było zbyt pięknie, nadawca postarał
się i jego emisja odbywa się w okolicach godziny 22. Nie jest to pora
najwyższej oglądalności i czas przeznaczony dla młodych widzów.
Młody widz oglądający regularnie telewizję, dostaje za to
wypatrzony obraz rzeczywistości. Dowiaduje się, że jeśli chce coś osiągnąć,
musi umieć śpiewać, tańczyć lub gotować. A gdzie tu miejsce na rozwój
indywidualności i niemedialnych pasji. Telewizje „kształtują” nowe gwiazdy,
tyle że na jeden sezon. Za kilka miesięcy ktoś inny będzie na świeczniku. Zatem
czy jest się czym emocjonować? Czy to ważne, kto wygra kolejną odsłonę jednego
z wielu talentshow? To jest medialna rzeczywistość. Może jednak lepiej żyć tą
prawdziwą, a nie kreowaną przez kogoś.
W dzisiejszych czasach, w pogoni za widzem, telewizje
zapomniały o tym, co najważniejsze, czyli o… widzach. Liczą się słupki
oglądalności, reklamodawcy itd. Natomiast jakość programów i szacunek dla
widza, odeszły na dalsze miejsce.
Michał Sobkowiak

Możliwość komentowania jest wyłączona.