Lionel Richie „Can’t Slow Down”


RARYTASY Z ZAKURZONEJ GRAJĄCEJ SZAFY
Dziś o płycie z roku
1983. Płycie więcej niż bardzo dobrej. Nagrał ją Lionel Richie, a była ona
drugą w jego solowym dorobku. Wcześniej muzyczne doświadczenie zbierał w
zespole The Commodores, gdzie znakomicie sprawdzał się jako frontman. I jak to
często bywa, popularność w zespole spowodowała chęć sprawdzenia się jako
solista. Swoje zamiary ziścił w roku 1981, kiedy to opuścił kolegów z zespołu i
rozpoczął karierę solową.
Już pierwsza płyta z roku 1982 zatytułowana po prostu „Lionel
Richie” pokazała, że Richie poradzi sobie na nowej artystycznej drodze. Rok
później artysta wydał płytę, która jak się potem okazało, była najlepszą w jego
dorobku. Raptem osiem nagrań rozmieszczonych równiuteńko po cztery na każdej ze
stron. „Can’t Slow Down” zawiera trzy przebojowe ballady („Penny Lover”, „Stuck
On You” i „Hello”). Ten ostatni utwór w roku 1984 oraz piosenka „All Night
Long” w roku 1983 zawędrowały na pierwsze miejsca list przebojów w wielu
krajach całego świata. Jeśli dodać do tego oryginalny głos Lionela Richie i
jego wspaniałe interpretacje można powiedzieć, że otrzymaliśmy popowy album z
najwyższej półki.
Mnie trochę szkoda nagrania nr 2 ze strony „B” zatytułowanego
„The Only One”. Piękna, nastrojowa ballada w niczym nieustępująca tym
najbardziej ogranym z tego krążka. No cóż, widocznie tak miało być. Producenci
nie przewidzieli jej do promocji tego albumu. Zresztą trudno im się dziwić, gdy
znajdujemy na nim tyle innej znakomitej muzyki. Dziesięciokrotna „platyna”,
pięćdziesiąt dziewięć tygodni na „Billboard Top 10”, sto sześćdziesiąt tygodni
na „Billboard 200” i ponad dwadzieścia milionów sztuk sprzedanych egzemplarzy
tej płyty to liczby, które naprawdę wzbudzają ogromny szacunek dla tego
artysty.
Mimo wszystko, oprócz zachwytu nad statystykami warto czasem
wrócić do tych nagrań, bo są tego naprawdę warte i wykonywane przez piosenkarza
wielkiego formatu. Jeśli dodamy do tego wszystkiego jeszcze takie nazwiska jak
Richard Marx, Steve Lukather, Jeff Porcaro czy David Foster to staje się jasne,
że ten album musiał być dobry. I tak też zresztą się stało.
Jacek Liersch

Możliwość komentowania jest wyłączona.