Elton John „Goodbye Yellow Brick Road”


RARYTASY Z ZAKURZONEJ GRAJĄCEJ
SZAFY
Gdybym kiedykolwiek musiał udać się na bezludną wyspę, tę płytę wziąłbym
ze sobą zapewne w pierwszej kolejności. „Goodbye Yellow Brick Road”, siódma w
dorobku płyta Eltona Johna to płyta, bez której trudno sobie wyobrazić muzyczną
egzystencję. Moim zdaniem to najokazalsze cudo spółki Elton John/Bernie Taupin.
Płyta wydana została w roku 1973
jako podwójny album. Nikt się jej specjalnie nie spodziewał, bo w styczniu tego
samego roku Elton John wydał płytę „Don’t Shoot Me I’m Only the Piano Player”,
notabene z dwoma wyśmienitymi przebojami „Daniel” i „Crocodile Rock”. Takie to
były czasy, że artyści w jednym roku potrafili wydać dwa albumy.
Wracając do „Goodbye Yellow Brick
Road” trzeba stwierdzić, że już dwa pierwsze utwory „Funeral For A Friend”,
niezwykle uroczysty i pompatyczny, płynnie przechodzący w dynamiczny „Love Lies
Bleeding” – dają sygnał, że będzie to album nietuzinkowy. Po nich następuje
jedno z najbardziej rozpoznawalnych nagrań Elton’a, czyli „Candle in the Wind”.
Nieznane już chyba tylko na Marsie. Stronę „A” pierwszej płyty zamyka
przebojowy „Bennie And The Jets”.
A potem jest już strona „B” i
tytułowy utwór „Goodbye Yellow Brick Road”, dedykowany Marylin Monroe. Trzy
kolejne nagrania „This Song Has No Title”, „Grey Seal” i „Jamaica Jerk-Off” to
solidne popowo-rockowe kawałki. Pierwszą płytę zamyka urokliwa ballada „I’ve
Seen That Movie Too”.
Druga płyta rozpoczyna się od
mocnego uderzenia. „Sweet Painted Lady” i „The Ballad of Danny Bailey (1909–34)”
to naprawdę kawał wyśmienitej muzyki. Stronę „A” płyty drugiej zamykają dwie
kompozycje „Dirty Little Girl” i „All the Girls Love Alice”. Nie wyróżniają się
może niczym szczególnym, ale też i nie obniżają poziomu tej płyty.
I wreszcie strona „B”. Zaczyna się to wszystko od twista „Your Sister Can’t
Twist (But She Can Rock ‘n Roll)”. Potem klimat podtrzymuje rockowy „Saturday
Night’s Alright for Fighting”.
Jest jeszcze prześliczna ballada „Roy Rogers” i trochę
nijakie „Social Disease”. Finał jest jednak już wyśmienity. Utwór „Harmony”
podsumowuje to wydawnictwo w sposób nadzwyczaj znakomity. Jedna z mniej znanych
ballad Elton’a John’a. Ale uroku jej nie brakuje.
To podwójne wydawnictwo zachwyca do
dziś, jest kwintesencją tego wszystkiego do czego Elton John przyzwyczaił
swoich fanów, czyli piękne ballady wymieszane z ciut trochę ostrzejszymi
rockowymi rytmami. Wszystko znakomicie zaaranżowane i wykonane. Jeśli dodamy do
tego teksty Bernie Taupin’a, powstaje rzecz absolutnie wyjątkowa. Takiej muzyki
w wykonaniu Eltona Johna chce się słuchać godzinami. Pomimo ponad czterdziestu
lat od jej powstania muzyka na tej płycie brzmi zupełnie świeżo. No ale tak
mają tylko dzieła wybitne, do których „Goodbye Yellow Brick Road” bez wątpienia
należy.
Jacek Liersch

Możliwość komentowania jest wyłączona.