Terminator 2: Dzień sądu


SEANS NA WEEKEND
Od tygodnia na ekranach
kin można oglądać najnowszy film z serii, „Terminator: Genisys”. My dziś
przypomnimy drugi obraz z tej sagi, który pod wszystkimi chyba względami pobił
swego poprzednika. „Terminator 2” dzięki niezwykłym jak na tamte czasy efektom
specjalnym i dobrej fabule przyciągnął do siebie widzów, którzy zazwyczaj filmy
science-
fiction omijają szerokim łukiem.
W 1984 roku, gdy James Cameron nakręcił pierwszego „Terminatora”,
nikt nie liczył na sukces filmu. „Terminator” miał mały budżet, nieznaną obsadę
i skromne efekty. Jednak niezaprzeczalnym atutem stał się oryginalny
scenariusz. Film niespodziewanie zyskał popularność i uznanie zarówno widzów,
jak i krytyków. Zarobił sześć razy więcej niż kosztował. Dlatego o sequelu
zaczęto mówić zaraz po zakończeniu prac nad pierwszym filmem. Fani musieli
jednak uzbroić się w cierpliwość. Spory prawne wstrzymały prace nad obrazem na
długie lata. Dopiero w 1990 roku producent Mario Kassar wykupił prawa do
nakręcenia sequela i dał reżyserowi wolną rękę.
„Terminator 2: Dzień sądu” po ponad rocznym okresie
produkcyjnym ujrzał światło dzienne w 1991 roku i szybko okazało się, że
prezentuje nowe standardy, jakich jeszcze w kinie nie było. Efekty specjalne,
które prezentowały rewelacyjny i rewolucyjny zarazem poziom, nie zestarzały się
do dnia dzisiejszego. Praca Jamesa Camerona, specjalisty od charakteryzacji
Stana Winstona i całej rzeszy speców od efektów specjalnych nie poszły na marne
i mimo upływu lat, wciąż budzą podziw.
Fabuła
Sarah Connor (Linda Hamilton) jest pacjentką stanowego
szpitala psychiatrycznego, a jej syn John (Edward Furlong) żyje beztrosko pod
opieką rodziny zastępczej. Chłopak staje się celem nowoczesnego i bardzo
niebezpiecznego cyborga z przyszłości. Z pomocą przybywa mu Terminator (Arnold
Schwarzenegger), który pomaga Johnowi w uwolnieniu matki. Sarah nie ufa
robotowi ze względu na wydarzenia sprzed lat i na własną rękę decyduje się
dotrzeć do twórcy Skynetu. Zabijając go chce zapobiec przyszłej wojnie z
maszynami…
Film, który w oryginale nosi tytuł „Terminator 2: Judgment
Day”, został wyreżyserowany przez Jamesa Camerona. Scenariusz napisali James
Cameron i William Wisher Jr. Zdjęcia kręcono w Los Angeles, Arcadii, Fontanie,
Fremont, Lancaster, Long Beach, Malibu, San Jose, Santa Monica i na wyschniętym
jeziorze El Mirage (Kalifornia, USA) oraz w Santa Fe (Nowy Meksyk, USA). Premiera
filmu miała miejsce 1 lipca 1991 roku. Na ekrany polskich kin obraz trafił 5
maja 1992. W wersji podstawowej „Terminator 2” trwa 137 min. Wersja reżyserska
jest o 17 minut dłuższa.
Obsada
– Arnold
Schwarzenegger jako Terminator
– Linda Hamilton
jako Sarah Connor
– Edward
Furlong jako John Connor
– Robert
Patrick jako T-1000
– Earl Boen jako
Dr Silberman
– Joe Morton jako
Miles Dyson
– S. Epatha
Merkerson jako Tarissa Dyson
– Castulo
Guerra jako Enrique Salceda
Gra aktorska w „Terminatorze 2” to arcydzieło. Mimo, że
Schwarzeneggerowi można zarzucić brak dramatycznych umiejętności, to trzeba
przyznać, że jako chłodny Terminator spisał się doskonale i trudno wyobrazić
sobie, kogoś innego w tej roli. Jego przeciwnik – Robert Patrick, dla którego
rola T-1000 była rolą życia – wypadł równie przekonująco. Gra aktorska obu
panów jest niezwykle chłodna – przez to odnosimy wrażenie, iż obaj faktycznie
zostali wyprodukowani. Dobrze na ekranie zaprezentował się także Edward
Furlong, który wcielił się w postać Johna Connora. Młody chłopak, który na plan
filmu trafił wprost z ulicy, wypadł znakomicie i niezwykle naturalnie.
Pierwszym kandydatem do roli T-1000 był Billy Idol, jednak
przyjęcie angażu uniemożliwił mu wypadek motocyklowy. Rozważano także
obsadzenie w tej roli Michaela Biehna, ale uznano że może być to skomplikowane
dla widzów, gdyż w poprzedniej części grał protagonistę.
Rolę Johna Connora zaoferowano Charlie’emu Korsmo, który nie
mógł jej przyjąć, ze względu na kontrakt z producentami filmu „Co z tym Bobem?”.
Scenariusz
Scenariusz jest głównym atutem obrazu Camerona. Niby już raz
widzieliśmy film oparty na podobnym scenariuszu, a jednak „Terminator 2”
zaskoczył nas za sprawą Arnolda Schwarzeneggera i jego postaci, ponieważ nie
mamy tu do czynienia z bezduszną maszyną. Co więcej, reżyser ukazał człowieczeństwo
Terminatora. „Arni” wspiął się na wyżyny swego talentu, tworząc postać bardzo
ludzką i mechaniczną jednocześnie. Jego Terminator powoli uczy się, jak być
człowiekiem, chociaż nigdy nie opanuje umiejętności ronienia łez i cierpienia. Za
to nauczył się czegoś, czego nie potrafią niektórzy ludzie – szanować ludzkie
życie.
Problemy poruszone przez Camerona na przełomie lat 80.-90. były
typowo fantasmagoryczne, bez realnego podłoża, jednak z czasem część problemów
stała się poważnym zagrożeniem. Należy do nich rozwój sztucznej inteligencji
(A.I.), który przedstawiony został również w innych produkcjach, np. „Matrix”
(1999) czy „A.I.” (2001). W „Terminatorze 2” poruszono także kwestię wojny
nuklearnej, która wciąż jest sprawą aktualną. Przez te dwa wątki film zbudowany
pozornie na fundamentach fantastyki może okazać się dramatem obyczajowym czy przepowiednią
losu, który może czekać ludzi, jeśli zlekceważą własny rozwój technologiczny.
Efekty specjalne
„Terminator 2” jest przykładem filmów, jakich już się raczej
nie kręci. Efekty specjalne nie powstały wyłącznie na komputerach. Kiedy helikopter
roztrzaskuje się na autostradzie, przewraca się cysterna z ciekłym azotem, ciężarówka
spada z wiaduktu lub budynek wylatuje w powietrze, wiemy, że twórcy filmu
naprawdę roztrzaskali prawdziwy śmigłowiec, przewrócili prawdziwą cysternę czy wysadzili
prawdziwy budynek. Właśnie ten realizm jest siłą dzieła.
Wspaniałe wrażenie robi także scena podmuchu nuklearnego,
który niszczy Los Angeles. Dzisiaj taką scenę wygenerowałyby komputery. W
czasie realizacji filmu z olbrzymią precyzją zbudowano makietę miasta i
zniszczono ją za pomocą olbrzymich dmuchaw. Według specjalistów od
przeprowadzania testów nuklearnych, scena ta najwierniej w historii kina prezentuje
wybuch bomby atomowej.
„Terminator 2” oczywiście nie jest pozbawiony efektów
komputerowych, ograniczają się one jednak tylko i wyłącznie do animacji T-1000,
cybernetycznego organizmu składającego się z płynnego metalu. Sceny te
zrealizowano dzięki efektowi o nazwie morfing (ang. morphing), który polega na
płynnym przekształcaniu obrazu A w obraz B.
Ścieżka dźwiękowa
Kolejnym atutem filmu jest ścieżka dźwiękowa. Temat przewodni
z początku i końca filmu stał się wręcz utworem kultowym, promującym całą
serię. Większość ludzi od razu rozpoznaje muzykę Brada Fiedela, który zresztą stworzył
ścieżkę dźwiękową do całej sagi.
Niektóre dźwięki świszczącego wiatru w prologu wykonał główny
dźwiękowiec filmu, Gary Rydstrom, poprzez dmuchanie do mikrofonu. Słynny dźwięk
czaszki pękającej pod stopami Terminatora to nic innego, jak rozgniatany
fistaszek.
Wersja reżyserska
Wersja reżyserska daje możliwość zobaczenia kilku scen, o
których wielu widzów słyszało (np. spotkanie Sary z Kylem), ale nie miało
okazji obejrzeć. Najważniejszą jednak sceną, której brakowało w oryginale jest
ta, w której Sarah i John przeprogramowują Terminatora tak, by mógł się uczyć
nowych zachowań. Dopiero teraz rozumiemy sens następnej sceny, gdy John
pokazuje Terminatorowi gdzie ludzie chowają kluczyki do samochodu, mówiąc „Już
się uczymy?”.
Wycięta scena wpływała na kilka kolejnych – między innymi na
rewelacyjną scenę, w której Terminator uczy się uśmiechać. Schwarzenegger wspominał
ją tak: Stałem tam i szczerzyłem zęby jak
koń. A wszyscy wokół patrzyli na mnie i ryczeli ze śmiechu
.
W efekcie pracy twórców powstał ponadczasowy film, który
pogrzebał żywcem pierwowzór. „Terminator 2” jest doskonały pod każdym względem.
Dzięki temu odniósł sukces na szeroką skalę. Zdobył osiem nominacji
Amerykańskiej Akademii Filmowej w 1992 roku, które przyniosły cztery statuetki
(w kategoriach: charakteryzacja, dźwięk, montaż dźwięku, efekty specjalne).
Michał Sobkowiak

Możliwość komentowania jest wyłączona.