Mech „Bluffmania”


RARYTASY Z ZAKURZONEJ GRAJĄCEJ
SZAFY
W roku 1983 swój debiutancki album wydała grupa Mech, czyli panowie
Milewski/Januszko/Łakomiec/Dylewski. Istniejąca już wtedy blisko sześć lat na
polskim rynku muzycznym, dopiero po takim czasie, doczekała się pierwszej
płyty. Ale za to jakiej!
Moim zdaniem najlepszej w ich
dorobku. Już pierwszy na tym krążku „Piłem z diabłem bruderszaft” to kawał
ciężkiego i ostrego grania. Kolejny, tytułowy utwór „Bluffmania” to zmiana
nastroju, wyraźnie delikatniejszy i łagodniejszy w odbiorze, dotykający
wyraźniej już rocka progresywnego. I to w muzyce grupy Mech jest bardzo cenne.
Subtelne wymieszanie stylów daje niesamowitą różnorodność dźwięków, a płyta nie
jest przez to monotonna i nudna.
Wracając do kolejnych utworów mamy
na stronie „A” chyba jeden z najbardziej rozpoznawalnych kawałków w ich dorobku
czyli „Czy to możliwe” i zamykającą tę stronę płyty piękną balladę „To kiedyś
wróci”.
Strona „B” również zawiera zaledwie
cztery utwory. Dwa pierwsze, „Cztery ściany” i „Maszyna” to znów ciut
ostrzejsze, ale melodyjne granie. Potem następuje „Dzida” z nieco frywolnym
tekstem, a całość zamyka naprawdę rzadkiej urody instrumentalny „Nautilius” ze
znakomitą solówką Tomasza Szukalskiego na saksofonie, gościnnie występującego
na tym albumie. Zresztą jego muzycznych fraz jest na tej płycie więcej.
Płyta „Bluffmania” wydana została
przez Pronit-Musicorama pod numerem katalogowym M – 0003. Kosztowało
to cacko całe 250 złotych, a okładka płyty posiadała grzbiet co nie było w
tamtych latach standardem polskich firm fonograficznych.
Trzeba też przypomnieć, że grupa
Mech była jedną z ważniejszych w nurcie tzw. „Muzyki Młodej Generacji”. Żal
wielki, że tak mało się o tych wykonawcach mówi, a o nadawaniu ich muzyki w stacjach
radiowych już nie wspomnę.
Jacek Liersch

Możliwość komentowania jest wyłączona.