Andy Latimer & Friends zagrali w Poznaniu


To była godzina 20:11 w
dniu 19.07.2015r., po 15 latach nieobecności na polskiej ziemi, ponownie
zawitał (Poznań, Kraków) uwielbiany przez fanów classic rocka – brytyjski „Camel”.
 

Fot. Arkadiusz Kozłowski

Na scenę Hali MP2 w Poznaniu wchodzą muzycy. Gdy zgromadzeni
słuchacze zobaczyli sylwetkę Andy’ego z gitarą wybuchł gromki aplauz. Ta owacja
to podziękowanie za to co było. Za albumy, które tworzyły standardy
symfonicznego rocka („Mirage”, „Snow Goose”, „Nude”, „Stationary Traveller”), za
emocjonalną gitarę, dzięki której hymny takie jak „Ice”, „Stationary Traveller”,
„Drafted” czy „Heroes” brzmią w naszych domach niezmiennie od dziesięcioleci, za
trwanie Latimera wbrew niepowodzeniom i zdrowotnym pułapkom.
 

Fot. Arkadiusz Kozłowski

Pomimo sporej „jasności” w hali muzycy ruszają z pasją i bez
taryfy ulgowej.
„Never let go”, „The White rader”, „Song within a
song”.
W każdym z tych
nagrań z chwilą pojawienia się brzmienia gitary Latimera następuje automatyczne
przeniesienie słuchaczy do innego, lepszego wymiaru.
Andy to pierwszy i ostatni romantyk progresywnej gitary (choć
wielu ten tytuł przyznaje Davidowi Gilmourowi z Pink Floyd). Ale przewaga
Latimera nad Gilmourem wynika z tego, iż Andy w graniu idzie na całość bez względu
na emocjonalne konsekwencja, a David zachowuje jednak brytyjski dystans.
 

Fot. Arkadiusz Kozłowski

Na sali robi się ciemniej. Przy „Spirit of the water” i „Air
born” wiemy już że to totalnie magiczne spotkanie, a „Drafted” i cudny „Ice”
obezwładniają nutami na długie minuty.
„Camel” jest z nami w bardzo mocnym składzie z Colinem Bassem
(jego wokale są genialnym uzupełnieniem śpiewu Latimera) i legendarnym
klawiszowcem Tony Scherpenzeelem. Ten holenderski muzyk to „zapisana i
niezapisana jeszcze” historia muzyki progresywnej. Lider wyśmienitego zespołu „Kayak”
i wspomagający min. formację „Earth & Fire”.
Fot. Arkadiusz Kozłowski

Gdy wydaje się ze za chwilę zakończymy ten wyjątkowy seans,
pod wpływem daru przekonywania obecnych na Sali – „Camel” gra bisy i to jak
gra!
 

Fot. Arkadiusz Kozłowski

Zaczyna od „Lady Fantasy”, potem Andy dedykuje kolejne dźwięki
swoim przyjaciołom z rodziny „Camel”, którzy w tym roku odeszli (Chris Rainbow,
Guy LeBlanc). I jest wreszcie muzyka z uwielbianego przez Polaków albumu „Stationary
Traveller”. Najpierw Ton gra pastelową miniaturkę „After words”, by z niej
wydobyć utwór „Long Goodbyes”.
Jest godzina 22.02 – zapalają się światła. Koniec. To nie może
być prawda!
 

Fot. Arkadiusz Kozłowski

Ale magia pozostaje w naszych głowach. Na długo. Na zawsze .
Klip z Poznania:

Arkadiusz Kozłowski

Możliwość komentowania jest wyłączona.