Anty-sprzedażowa pikieta w Warszawie

Pan Krzysiek
Wodniczak zorganizował dwie pikiety albo i manifestacje (niepotrzebne skreślić)
– jedną w Poznaniu (zdjęcie z niej mogliśmy – wciąż możemy – podziwiać w ‘Galerii’)
i drugą w Warszawie. Ich uczestnicy maszerowali trzymając w rękach transparenty
z odpowiednimi hasłami i okładki swoich ulubionych płyt długogrających, które
swego czasu wydane zostały przez ‘Polskie Nagrania Muza’(pisaliśmy już o
sprawie tutaj).


Chcieli oni po prostu wyrazić swoje niezadowolenie,
że tantiemy za słuchanie polskiej muzyki należą się teraz Amerykanom. Przypomnijmy
bowiem, że firma z 60-cio letnią tradycją, ‘Polskie Nagrania’ została w
styczniu tego roku sprzedana za bezcen koncernowi amerykańskiemu ‘Warner Music
Poland’. Obie pikiety (manifestacje) miały sprawić, żeby w przyszłości władze
pytały o zdanie społeczeństwa przed podejmowaniem tak newralgicznych decyzji. Transakcji,
niestety, nie da się już unieważnić. Zresztą Piotr Florek, Wojewoda Wielkopolski,
powiedział po otrzymaniu petycji, bo oczywiście odpowiednie delegacje chodziły
za każdym razem z petycjami: Mleko już wykipiało. Dodał przy tym, że już następnego
dnia zawiezie petycję pani Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego,
Małgorzacie Omilanowskiej.
Dodam
tu – jako krótką dygresję – że jeśli chodzi o mleko, to dla mnie ono zawsze się
rozlewa. Jednak tutaj przyznaję rację panu Wojewodzie – w tym akurat przypadku
lepiej powiedzieć, co zresztą znacznie korzystniej się też słyszy, że mleko
wykipiało – kiedy wyobrazić sobie „zniszczenia”, jakie czyni właśnie wykipienie
mleka, wszystko staje się jasne.
Stolica
Wróćmy jednak do tematu – warszawska pikieta, albo
jak kto woli, manifestacja rozpoczęła się przy Ministerstwie Kultury i
Dziedzictwa Narodowego. Założenia były takie, że miało w niej uczestniczyć o
ok. stu artystów, animatorów kultury, kolekcjonerów płyt winylowych i
dziennikarzy, przynajmniej tylu się zadeklarowało, m. in. z Gdańska i Lublina. Tymczasem
było ich znacznie mniej – manifestanci przybyli z Poznania (razem z Krzyśkiem
Wodniczakiem) i było też kilka osób z Warszawy. Jeśli zaś chodzi o gdańszczan i
lublinian, którzy nie przyjechali, to shame-on-you,
jakby to powiedział jeden czy drugi Anglik. Albo i trzeci – oni bardzo
lubią tego typu powiedzenia. Ale mało nie znaczy „ubogo” – wśród
manifestujących dostrzec można było: Krzysztofa Sadowskiego, Marka
Ałaszewskiego, Krzysztofa Logana Tomaszewskiego, Sławomira Jaślara, Jacka
Olechowskiego, Jacka Ejsymonda, Janusza Dąbrowskiego, Jerzego Bojanowicza,
Andrzeja Wilowskiego. Pikietę uprzyjemniał swoja muzyką i śpiewem Tadeusz „Mandat”
Lis z Poznania.
Warszawskie szczegóły
                                                                 
Delegację protestujących przyjął w Ministerstwie
Kultury i Dziedzictwa Narodowego jego Dyrektor Generalny, Jacek Olbrycht. Wręczono
mu petycję adresowaną do pani Minister. Następnie uczestnicy udali się do
Ministerstwa Skarbu Państwa, gdzie złożyli stosowna petycję. Potem na trasie
przemarszu pojawił się Sejm R.P., w którym delegacja protestujących, a było ich
trzech: Krzysiek Wodniczak, Marek  Ałaszewski
i Krzysztof Logan Tomaszewski, złożyła petycje w sekretariatach Marszałka Sejmu,
Radosława Sikorskiego, a także Wicemarszałka, Marka Kuchcińskiego. Warto zauważyć
tu, że po pierwsze sekretarka Marszałka Sikorskiego, kiedy wręczano jej
petycję, nie pozwoliła robić sobie żadnych zdjęć. Po drugie natomiast
Wicemarszałek Kuchciński kiedyś, w młodości, był ponoć hipisem, więc
organizatorzy pikiety myśleli i myślą wciąż, że będzie on rozumiał sprawę. Poza
tym delegację pikietujących (manifestujących) przyjął u siebie w gabinecie
Mariusz Błaszczak – przewodniczący klubu ‘Prawa i Sprawiedliwości’. Zwrócę uwagę
na jeszcze jeden szczegół pikiety bądź też manifestacji w Warszawie – bardzo ważny
dla wszystkich walczących o Naturę, zwierzęta i Środowisko. Otóż, jak już
pisałam, parę uczestników pikiety było ze stolicy, a w tym Laleczka, czyli mały,
bardzo grzeczny i świeżo po wizycie u fryzjera piesek pokojowy. Ona to stanowi
kolejny szczegół wart odnotowania.
Poniżej
skrócona treść petycji jak a przekazano w Ministerstwach i Sejmie R.P.:
Domagamy się
pełnego i publicznego wyjaśnienia okoliczności upadku ‘Polskich Nagrań’,
okoliczności sprzedaży, dalszych losów firmy, wszak nie została ona zlikwidowana,
tylko sprzedana, a więc co tak naprawdę sprzedano, skoro archiwa i prawa do
nich teoretycznie pozostały w rękach instytucji kontrolowanych przez państwo.
Jakie mamy gwarancje, że w sytuacji, kiedy to nadzór państwa doprowadził do
upadłości firmy, inni sobie lepiej poradzą z zarządzaniem tym, co po ‘Polskich
Nagraniach’ pozostało.
Wierzymy, że
dyrektor ‘NINA’ (Narodowy Instytut Audiowizualny –
przyp. red.) wywiąże
się z roli bibliotekarza i kustosza, ale co z licencjami na wznowienia i kompilacje.
Czy wzorem poprzednich władz przedsiębiorstwa państwowego ignorowane będą
podstawowe zasady obrotu prawami wydawniczymi? Przez kilkanaście lat minister
skarbu i minister kultury i dziedzictwa narodowego nie wyciągali wniosków z
nieudolnego kierowania ‘Polskimi Nagraniami’ i to nie proces sądowy ze
spadkobiercami Anny German, ale te zaniedbania doprowadziły do upadu
przedsiębiorstwa. Licencjonobiorcy, a w tym na przykład Piotr Kabaj (dyrektor ‘Warner
Music Poland’, nabywcy ‘Polskich Nagrań’), potrafili zarabiać na wznowieniach,
kompilacjach czy tak zwanych „Złotych kolekcjach”, a właściciel nagrań
nie.
Prosimy o
wyjaśnienie następujących kwestii: Kto doprowadził do upadku przedsiębiorstwa ‘Polskie
Nagrania’ i jaką poniesie odpowiedzialność? Przecież w podmiotach prawa
handlowego firmy za swoje zobowiązania odpowiadają kapitałem zakładowym, a
członkowie władz spółek za skutki swoich decyzji, własnym majątkiem. Czyżby
stanowiska w przedsiębiorstwach państwowych zwalniały z odpowiedzialności i
były jedynie miejscem synekur, źródłem dobrych zarobków, bez odpowiedzialności
za skutki swoich złych decyzji?
Wspomniany
powyżej proces był jedną z przyczyn upadku przedsiębiorstwa. Jeśli wyceniono
je, na kwotę 8.1 miliona złotych, czy zaspokoi to dawne i przyszłe roszczenia z
tytułu tantiem i honorariów? Firma ‘Warner Music Poland’ sp. z o.o. ma kapitał
zakładowy zaledwie 50.000 zł,. a jako nowy właściciel przejmuje zobowiązania
firmy, czy będzie więc to wystarczające zaspokojenie i gwarancja? Skoro nadal
dysponentem nie tylko w sensie materialnych nośników nagrań, ale i praw
wydawniczych, nadal są podmioty państwowe ‘NAC’ (Narodowe Archiwum Cyfrowe –
przyp. red.) i
‘NINA’, to właściwie co kupił ‘Warner Music Poland’?
Można mieć
wątpliwości, aby był to tylko znak towarowy firmy, która od dwudziestu lat nie
prowadziła żadnej działalności wydawniczej, ograniczając się do nieudolnego
zresztą, zarządzania zasobami archiwalnymi. Wydawnictwo z tak długą tradycją
upadło, a powołuje się inne wydawnictwa państwowe takie jak ‘NINA’. Jest to przejaw
niekonsekwencji, bo w miejsce „niesłusznych” przedsiębiorstw państwowych
powołuje się nowe „słuszne” podmioty, tym razem udające instytucje wyższej
użyteczności.
                                                                                                      KRZYSZTOF WODNICZAK
                                                                                                  (jeden z sygnatariuszy petycji)
P.S.
Ponoć wkrótce to, co zdarzyło się z ‘Polskimi Nagraniami’ – sprzedaż
zagranicznemu (czyt. amerykańskiemu) koncernowi za bezcen – wydarzyć ma się
również z polskimi wytwórniami filmowymi z Łodzi. Trzeba temu zapobiec.
Natalia Mikołajska

Możliwość komentowania jest wyłączona.