Alfabet „Radia Yesterday” – Teatr sensacji „Kobra”


ALFABET „RADIA YESTERDAY”
Rozpoczynamy cykl pogadanek (a raczej popisanek) na tematy różne, choć
połączone jednym podstawowym punktem wspólnym – przeszłością. To będzie alfabet
bardzo subiektywny. Czasami te wspomnienia mogą się przekrzywić z powodu
niepamięci czasami z powodu upodobań i sympatii. Pojawią się tutaj herosi
rock’n’rolla, kina, sportu, polityki. Pojawią się kultowe przedmioty i
niezapomniane wydarzenia. Opiszę persony groteskowe i wielkie, i jak to w życiu
bywa, nie zawsze wiadomo kto nas wzruszy a kto poruszy. Zapraszam!

ALFABET „RADIA YESTERDAY” cz.1
Teatr sensacji „Kobra”
 
Fot. archiwum TVP

Po ogromnym sukcesie poniedziałkowego teatru telewizji, raczkująca polska
TV postanowiła w czwartki odpalić cykl teatralny, ale o bardzo określonym
kierunku-kryminalnym. Cały projekt ruszył w 1956 roku i po bardzo krótkim
czasie w czwartkowy wieczór po 20:00 gromadził w PRL miliony wpatrujących się w
ekran, gdzie subtelnie mordowano (drobny strzał, podduszenie, wypad z okna, ostatecznie
nóż kuchenny), a podczas skomplikowanego poszukiwania sprawcy popijano
coca-colę w puszkach i dżin z tonikiem. Generalnie dominowały sytuacje
kryminalne ze strefy dolarowej (można było chociaż popatrzeć na puszkę z
napojem i Malboro w kartonikowym opakowaniu). Udawać scenograficznie „zgniły
kapitalizm” nie było łatwo ze względu na braki w zaopatrzeniu, dlatego jak
wspominają osoby związane z produkcja teatru sensacji, każdy ze znajomych wyjeżdżających
na zachód miał polecenie dostarczania pustych puszek, opakowań od cygar czy
butelki po whisky. Po uzupełnieniu płynami dostępnymi a w odpowiednim kolorze
(herbata), Roman Wilhelmi mógł spokojne sączyć drinki niczym Detektyw Marlowe. Spektakle
odbywały się na żywo do czasu wprowadzenia zapisu tzw. telerekordingu. No ale
jak live to live. Podczas jednego z emitowanych przedstawień – w fazie
finałowej aktor Łapicki miał właśnie ujawnić kto jest ten „zły”. W trakcie
płomiennego monologu, nagle urwał się reflektor z nad sceny i w błyskawicznym
opadzie osiadł centymetry od Łapickiego. Spektakl przerwano z powodu ogólnego
zamieszania. Po ogarnięciu sytuacji na wizji pojawił się jak zwykle nienaganny
spiker Jan Suzin i w krótkich słowach wyjaśnił oczekującej gawiedzi
telewizyjnej – kto zabił. Takie to były beautiful czasy.
Fot. archiwum TVP

Bardzo udanie dynamizm czwartkowej „Kobry” opisuje w kultowym filmie „Co mi
zrobisz jak mnie złapiesz” dozorca pewnej kamienicy: „Co tydzień Pan Fetting
zabija Panią Koczewską, a Pan Chamiec nakrywa ich w czwartek w telewizorze. Ja
zwariuję proszę Pana, ja zwariuję”.
Fot. archiwum TVP

Wart wspomnienia jest także element oprawy muzycznej. Z zachwytem
wsłuchiwałem się podczas napisów końcowych w hity np. The Beatles czy Toma
Jonesa. Oczywiście nikt nie zawracał sobie głowy licencjami. Anglia była daleko,
a my tu kryminał robimy, więc nie czas na takie drobiazgi.
Z upływem lat – wpuszczone bocznymi drzwiami seriale z USA – „Columbo” czy „Kojak”
– osłabiły trochę siłę rażenia „Kobry”, ale i tak długo trwała w czwartkowe
wieczory. Poległa w 1993 roku.
Arkadiusz Kozłowski

Możliwość komentowania jest wyłączona.